niedziela, 18 października 2015

Rozdział 5

"-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało. 
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia..."


-Przecież mówię, tylko przerywasz mi co chwilę! Pewnie skończył bym już dawno, gdyby nie te pytania.
-Dobra, to mów a ja postaram się nie komentować. - Powiedział spoglądając gdzieś w bok, wywracając oczami. Ja całą moją "przemowę" poprzedziłem głośnym westchnięciem. -Kiedy miałem nie całe 16 lat poznałem Łucję, nie wiem czy ją pamiętasz.
-Tak, coś mi się przypomina, ale to było bardzo dawno i co ona ma wspólnego z tym, co się stało dziś?
-Zaraz się dowiesz. - Odpowiedziałem na jego pytanie i kontynuowałem moją wypowiedź. - Na początku byliśmy normalnymi kolegami. Później zaczęliśmy dogadywać się coraz lepiej i lepiej. Widziałem, że się jej podobam i nie ukrywam, że ona mi się też podobała, ale na początku tego nie pokazywaliśmy. Po pięciu miesiącach naszej znajomości zapytałem się jej czy czuje do mnie coś więcej i wtedy mi to powiedziała. - Od tego momentu całą tą historię opowiadało mi się coraz ciężej, z większym bólem i wracającymi wspomnieniami. - Powiedziała, że od początku się jej podobałem, nie byłem obojętny itp. i w tamtym momencie zapytałem się jej czy chce ze mną być. Zgodziła się.
-Czemu dopiero teraz dowiaduje się o takich szczegółach? Wcześniej mi tego nie... - Powiedział, ale nie dałem mu dokończyć. -Tak, nie mówiłem Ci o tym, bo po co Ci było wiedzieć w jakich okolicznościach zaczęliśmy chodzić? - Zapytałem, na co on tylko wzruszył ramionami. - Dobra, nie ważne. Od tamtego momentu byliśmy parą, aż do czasu kiedy moja matura zbliżała się wielkimi krokami, czyli jakieś trzy, cztery miesiące przed. Ona była moją pierwszą prawdziwą miłością. Stary, nawet nie wiesz jak ciężko mi o tym mówić... Ona po prostu mnie zdradzała przez cały ten czas rozumiesz!? Zdradzała przez ponad rok! Po czym tak po prostu zniknęła i to ona, ona była dziś w maku, to przez nią tak się zachowałem. Kiedy wracałem z jedzeniem ona stała przy naszym stoliku. Nie mam pojęcia czy to był cholerny przypadek, czy co! Wtedy myślałem, że zejdę na zawał, naprawdę. - Spojrzałem na Michała, któremu chyba spodobało się to, że opowiadam mu o swoim pierwszym związku. W jego wzroku była zarówno ciekawość, zdezorientowanie jak i żal jednocześnie.
-Jasiek, mogłeś nam o tym powiedzieć, przecież byśmy zrozumieli.
-Nie, nie chciałem wam mówić, nikt o tym nie wiedział. Wiedziała tylko moja mama, ale wiesz... Wiedziała tylko z grubsza o co chodzi. Powiedziałem jej kiedy zaczęliśmy być razem i kiedy się "rozstaliśmy", ale nie powiedziałem jej o co poszło tak dokładnie. Od tego czasu, kiedy ona zniknęła ja zupełnie się zmieniłem. Zauważyłem to sam.
-Tak, ja też zauważyłem, że się zmieniłeś, ale nigdy jakoś nie miałem okazji zapytać się co się stało.
-Gdybyś się zapytał, to i tak bym nic Ci nie powiedział, więc mniejsza z tym. Od tamtego czasu jestem mniej otwarty na ludzi, mało co wychodziłem z domu, bo chciałem być od nich jak najdalej. Unikałem dyskotek, zabaw i różnych rzeczy tego typu. Na studniówkę poszedłem sam, bo jej już nie było. Przed maturami całkiem się załamałem, mógłbym powiedzieć, że miałem chwilową depresję, ale nie będę nic tu sugerować, bo się na tym nie znam.
-Stary, tylko dziwi mnie to, że to wszystko przez jakąś laskę, która tak Ci namieszała w głowie, że zmieniłeś się do tego stopnia, że nie wychodziłeś z domu. Serio musiało być coś na rzeczy.
-Tak, było coś na rzeczy. Ale postanowiłem sobie, że ona nie będzie powodem, dla którego nie zdam matury, więc postanowiłem działać. Uczyłem się, przypominałem sobie rzeczy z wcześniejszych lat i udało mi się. Uważam, że poszło mi całkiem nieźle, o na przykład z ustnego polskiego miałem 100%, z ustnego angielskiego 74%, więc nie było tak najgorzej. Po zdaniu matury wyjechałem na Antarktydę, bo chciałem uciec od tego wszystkiego i zapomnieć, ale ona dziś to wszystko popsuła, a było już coraz lepiej. Nagrywałem tam odcinki dla stacji telewizyjnej Discovery Channel. Nagrałem ich kilka, więc wróciłem tu by spędzić troszkę czasu z rodziną i z wami. - Wtedy spojrzałem na niego, który cały czas przyglądał mi się i chyba na prawdę być zaciekawiony tym co miałem mu do powiedzenia. -Okej, widzę, że już Cię zanudzam, więc teraz Ty coś mi opowiedz. - Powiedziałem lekko się uśmiechając.
-Przestań, nie zanudzasz mnie. Cieszę się, że mi opowiedziałeś o tym, bo tak robią przyjaciele. Możesz mi powiedzieć jeszcze trochę o tym jak było na Antarktydzie, co tam robiłeś i w ogóle.
-A co byś chciał wiedzieć? Pytaj to opowiem Ci trochę, jeśli Cię to tak bardzo interesuje. Może chcesz pojechać tam ze mną, co? - Zapytałem żartobliwie.
-No jasne, jeszcze tego mi brakuje, żebym biegał wśród pingwinów. - Odpowiedział, po czym szeroko uśmiechnął się na twarzy i zmienił pozycję na fotelu.

Ja zrobiłem to samo, bo siedzenie w jednej pozycji przez taki kawałek czasu jest troszkę nie wygodne, a zwłaszcza, że siedziałem bokiem, na jednej nodze a druga zwisała z fotela. Tak wiem, też się zdziwiłem kiedy pomyślałem jak ja mogłem tak siedzieć.

-Nie no, aż tak strasznie nie jest. Nie zawsze...
-Już jestem! - Nie skończyłem powiedzieć do końca, kiedy do domu weszła mama. Swoją drogą, to dosyć długo siedziała u tej sąsiadki. - O, cześć Michał. - Powiedziała po czym podeszła do szafy. Zdejmując kurtkę i buty schowała je do środka i podeszła do nas.
-Jedliście coś od kiedy przyszliście? - Zapytała.
-Nie, nie jedliśmy. Ale jeśli chcesz to możesz nam coś przygotować, to zjemy. Co Ty na to Michał?
-Z chęcią. - Odpowiedział i razem spojrzeliśmy się na moją mamę z uśmiechami na twarzy licząc na to, że ugotuje nam coś dobrego.
-No okej, okej. A tak w ogóle to dzwoniła dziś ciocia Iwona i zaprosiła nas jutro na obiad, będzie też ciocia Ania z dziećmi więc to będzie takie małe rodzinne spotkanie. Oczywiście Michał pojedzie z nami, nie zostanie tu sam. - Powiedziała uśmiechając się i patrząc na Michała.
-Ja nie mam nic przeciwko, możemy jechać. - Odpowiedział odwzajemniając uśmiech. -To super, a na którą mamy tam być? - Spytałem.
-Nie wiem, możemy pojechać troszkę wcześniej i pomóc w przygotowaniach, co wy na to?
-Okej. - Odpowiedziałem w tym samym momencie co Michał.
-To skoro mamy być wcześniej, to na którą? -Dodałem.
-Jakoś przed południem będziemy wyjeżdżać. - Powiedziała i skierowała się w stronę kuchni. - Idę przygotować wam coś do jedzenia, a wy poróbcie co tam chcecie.
-Okej, ja już powiedziałem co chciałem. Lepiej Ci kiedy już wiesz co spowodowało, że zachowałem się dziś tak, jak się zachowałem? -Tak, teraz już mi lepiej.
-No to bardzo się cieszę. Nie chcę już więcej o tym mówić i nie powracajmy do tego tematu już nigdy, okej? -
Dobra, skoro to Cię aż tak boli, to nie ma sprawy. Nie będę wnikał w wasze relacje, wystarczy mi to co powiedziałeś, a przynajmniej będę musiał się tym nacieszyć.
-A co byś chciał wiedzieć więcej? - Spojrzałem na niego a następnie w stronę kuchni, żeby zobaczyć co robi mama. Robiła coś przy blacie, więc mogłem kontynuować. - Może mam Ci jeszcze powiedzieć co robiliśmy jak się spotykaliśmy, albo jak wyglądała w samej bieliźnie, co? - Spytałem sarkastycznie, ale troszkę cichszym głosem.
-Nie no, aż taki drobiazgowy to nie musisz być. Takie szczegóły zachowaj dla siebie. - Odpowiedział.
-I tak też zrobię. - Powiedziałem, co chyba było oczywistością.
- Skończmy tą pogaduszkę, co robimy? Może pogramy w coś, hm? -A co proponujesz? -Możemy pograć w Fife 15, GTA V, Far Cry'a 4 albo w Minecrafta bo mam tylko takie i wtedy byśmy podłączyli PlayStation do telewizora, co Ty na to?
-Jestem za minectaftem. - Powiedział Michał próbując zrobić poważną minę, która po zmieniła się w śmiech.
-Jak chcesz to możesz pograć, a ja popatrzę jak Ci idzie. - Powiedziałem tak samo próbując zrobić poważną minę, lecz za chwilę razem wybuchnęliśmy śmiechem.
-O nie, nie, nie. Nie ma podłączania nic do telewizora bo zaraz leci mój ulubiony serial. Możecie iść pograć na komputerze. A teraz proszę, wasze jedzenie. - Wtrąciła się mama przychodząc z kuchni i kładąc na stolik dwa talerze pełne pierogów z truskawkami i polewą.
-Dziękujemy. - Powiedział Michał posyłając kobiecie uśmiech.

  
*NASTĘPNEGO DNIA*

Jest godzina 10:20 więc przydałoby się już wstać, a zwłaszcza, że jakoś w południe jedziemy do cioci Iwony, która mieszka pod Warszawą. Leżałem tak jeszcze przez następne 10 minut. Na ogół nie jestem porannym ptaszkiem, ale kiedy trzeba wstać, to wstaję. Ale dziś zupełnie nie chciało mi się ruszać z łóżka i zejść na dół, bo graliśmy z Michałem do 4 rano w każdą grę po trochu. No ale muszę wstać i się ogarnąć bo mama pojedzie bez nas. Po chwili zebrałem w sobie siły i usiadłem na łóżku. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę 10:35 więc wstałem, podszedłem do szafy, z której wyjąłem białą koszulkę, czarne spodnie, skórzaną kurtkę i bieliznę. Kurtkę położyłem na krześle i poszedłem do łazienki się odświeżyć. Ubrania odłożyłem na szafce i wziąłem prysznic. Po wyjściu z kabiny sięgnąłem po ręcznik, który posłużył mi do wytarcia włosów i ciała. Następnie ubrałem na siebie czyste ubrania i podszedłem do umywalki. Z półki nad nią wyjąłem szczoteczkę i pastę do zębów, które zaraz umyłem. Sięgnąłem z szafki obok żel do włosów, którego odrobinę nałożyłem na dłonie i ułożyłem włosy, by wyglądały przyzwoicie na obiedzie u cioci, a nie tak jak wyglądają teraz. Kiedy już mniej więcej wyglądały dobrze, wyszedłem z łazienki, wziąłem kurtkę do ręki i zszedłem na dół do kuchni po drodze przechodząc obok pokoju Michała, w którym go nie było, bo pewnie był już gotowy. Z góry wszedłem do kuchni mama z Michałem siedzieli przy stole i jedli śniadanie.

-Cześć synku, myślałam, że już nie wstaniesz. Na blacie leży śniadanie dla Ciebie, więc zjedz spokojnie i pomożecie mi, bo trzeba wyjąć z bagażnika w samochodzie worki z ziemią i nawozem, bo kupiłam żeby wymienić kwiatkom w domu i na tarasie.
-No jasne, nie ma sprawy. - Wziąłem swój talerz z blatu i zająłem miejsce przy stole obok Michała.
-I zapomniałabym wam powiedzieć najważniejszej rzeczy. Dziś urodziny ma Dominik, syn cioci Ani więc po drodze zajedziemy jeszcze do galerii i pójdziecie do jakiegoś sklepu z zabawkami i kupicie mu coś, a ja pójdę do kwiaciarni i kupię jakieś ładne kwiatki, okej? - Zapytała mama, jakby nie znała odpowiedzi.

Wiedzieliśmy z Michałem, że nie mamy innego wyjścia.

-No jasne, żaden problem. - Powiedział Michał uśmiechając się do mojej mamy. Zastanawia mnie dlaczego on zawsze się tak do niej szczerzy, kiedy ona coś powie.
-To cieszę się. Jeszcze trochę i Janek znajdzie sobie dziewczynę, później będą chcieli wziąć ślub, wyprowadzi się i nie będzie miał mi już kto nosić worków z ziemią i nawozem dla moich kwiatków. - Powiedziała ze smutkiem w głosie. Ja czasami nie wierzę w tą kobietę. Zawsze palnie coś głupiego w nie odpowiednim momencie.
-Mamo... - Powiedziałem patrząc na nią i posyłając jej jednoznaczny wyraz twarzy.
-No taka jest prawda synku. - Powiedziała, ale ja nie chciałem, żeby kontynuowała.
-Dobra, dziękuję za śniadanie, było bardzo dobre. Samochód masz w garażu czy przed domem? - Zapytałem nie chcąc dłużej ciągnąc tej rozmowy. Wstałem z miejsca, podniosłem talerz i wstawiłem go do zmywarki.
-Samochód jest w garażu, musisz wziąć kluczyki, są w mojej torebce w kieszonce z boku. - Powiedziała na jednym tchu, a ja wyjąłem kluczyki i poszedłem do garażu wyjąć jej te worki z bagażnika. Chwilę później przyszedł do mnie Michał i nic nie mówiąc pomógł mi wyjmować worki z ziemią.
-A Ty co? Przecież nic takiego się nie stało. - Powiedział odkładając worek na bok.
-Tak, wiem, że nic się nie stało, ale nie chciałem dalej kontynuować tej rozmowy, bo wyszłaby jeszcze z tego jakaś kłótnia, a tego na razie mi nie potrzeba. - Michał kiwnął tylko głową. Po chwili skończyliśmy przekładać worki i mama pojawiła się w progu drzwi.
-Już skończyliście? Szybko wam poszło, ja pewnie bym jeszcze połowy nie wyjęła. Ale co się dziwić, dwóch silnych mężczyzn zrobi to szybciej niż czterdziestopięcioletni kobieta. - Powiedziała podchodząc do samochodu i siadając na miejsce kierowcy. My zrobiliśmy to samo, albo przynajmniej próbowaliśmy. Ja jak i Michał chcieliśmy siedzieć z przodu, ale przecież było tylko jedno miejsce.
-Ej, ja chciałem usiąść z przodu. - Powiedział Michał próbując wepchać się ma miejsce pasażera.
-Nie, ja zawsze siedzę z przodu, z tyłu masz więcej miejsca to idź usiądź z tyłu. - Powiedziałem próbując wypchać go do tyłu.
-Chłopcy! Nie kłócić się, powiedziałam! Zachowujecie się gorzej niż dzieci w przedszkolu! Jeśli macie problem z tym, kto ma usiąść z przodu to zagrajcie w "kamień, papier, nożyce".
-No dobra, zawsze w to wygrywam. - Odkrzyknąłem, po czym ustałem na wprost Michała. - Na trzy. - Powiedziałem.
-Okej, na trzy. - Odpowiedział i razem wypowiedzieliśmy słowa "raz, dwa trzy".
-Jasiek, ale przecież Ty zawsze w to wygrywasz. - Zaśmiał się sarkastycznie Michał.
-Teraz też bym wygrał, ale rozproszyłeś mnie. - Musiałem wymyślić jakieś zaprzeczenie. Kurde, moja strategia dawania kamienia zawsze na początku poszła w dupę.
-No Janek, wskakuj do tyłu. - Powiedziała mama śmiejąc się z nas. -Okej, okej. - Powiedziałem po czym usiadłem z tyłu samochodu na środkowym miejscu, czyli tam, gdzie zawsze siedzę, kiedy jedziemy gdzieś z tatą, który teraz wyjechał w delegację i niestety nie zobaczę go jeszcze przez kilka dni. Michał również zajął swoje miejsce po czym wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy w stronę galerii.

---------------------------------------------------------------

No i oto kolejny rozdział, tym razem pisany w całości przez moją kochaną przyjaciółkę 8)Jak się podoba? ;)
Wyraźcie swoją opinię w komentarzach 8)
Pozdrawiam serdecznie ;3
A tym czasem zapraszam na aski ;)

 Prywatny ask :)
Ask o blogu :)



                                            


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz