niedziela, 18 października 2015

Rozdział 5

"-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało. 
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia..."


-Przecież mówię, tylko przerywasz mi co chwilę! Pewnie skończył bym już dawno, gdyby nie te pytania.
-Dobra, to mów a ja postaram się nie komentować. - Powiedział spoglądając gdzieś w bok, wywracając oczami. Ja całą moją "przemowę" poprzedziłem głośnym westchnięciem. -Kiedy miałem nie całe 16 lat poznałem Łucję, nie wiem czy ją pamiętasz.
-Tak, coś mi się przypomina, ale to było bardzo dawno i co ona ma wspólnego z tym, co się stało dziś?
-Zaraz się dowiesz. - Odpowiedziałem na jego pytanie i kontynuowałem moją wypowiedź. - Na początku byliśmy normalnymi kolegami. Później zaczęliśmy dogadywać się coraz lepiej i lepiej. Widziałem, że się jej podobam i nie ukrywam, że ona mi się też podobała, ale na początku tego nie pokazywaliśmy. Po pięciu miesiącach naszej znajomości zapytałem się jej czy czuje do mnie coś więcej i wtedy mi to powiedziała. - Od tego momentu całą tą historię opowiadało mi się coraz ciężej, z większym bólem i wracającymi wspomnieniami. - Powiedziała, że od początku się jej podobałem, nie byłem obojętny itp. i w tamtym momencie zapytałem się jej czy chce ze mną być. Zgodziła się.
-Czemu dopiero teraz dowiaduje się o takich szczegółach? Wcześniej mi tego nie... - Powiedział, ale nie dałem mu dokończyć. -Tak, nie mówiłem Ci o tym, bo po co Ci było wiedzieć w jakich okolicznościach zaczęliśmy chodzić? - Zapytałem, na co on tylko wzruszył ramionami. - Dobra, nie ważne. Od tamtego momentu byliśmy parą, aż do czasu kiedy moja matura zbliżała się wielkimi krokami, czyli jakieś trzy, cztery miesiące przed. Ona była moją pierwszą prawdziwą miłością. Stary, nawet nie wiesz jak ciężko mi o tym mówić... Ona po prostu mnie zdradzała przez cały ten czas rozumiesz!? Zdradzała przez ponad rok! Po czym tak po prostu zniknęła i to ona, ona była dziś w maku, to przez nią tak się zachowałem. Kiedy wracałem z jedzeniem ona stała przy naszym stoliku. Nie mam pojęcia czy to był cholerny przypadek, czy co! Wtedy myślałem, że zejdę na zawał, naprawdę. - Spojrzałem na Michała, któremu chyba spodobało się to, że opowiadam mu o swoim pierwszym związku. W jego wzroku była zarówno ciekawość, zdezorientowanie jak i żal jednocześnie.
-Jasiek, mogłeś nam o tym powiedzieć, przecież byśmy zrozumieli.
-Nie, nie chciałem wam mówić, nikt o tym nie wiedział. Wiedziała tylko moja mama, ale wiesz... Wiedziała tylko z grubsza o co chodzi. Powiedziałem jej kiedy zaczęliśmy być razem i kiedy się "rozstaliśmy", ale nie powiedziałem jej o co poszło tak dokładnie. Od tego czasu, kiedy ona zniknęła ja zupełnie się zmieniłem. Zauważyłem to sam.
-Tak, ja też zauważyłem, że się zmieniłeś, ale nigdy jakoś nie miałem okazji zapytać się co się stało.
-Gdybyś się zapytał, to i tak bym nic Ci nie powiedział, więc mniejsza z tym. Od tamtego czasu jestem mniej otwarty na ludzi, mało co wychodziłem z domu, bo chciałem być od nich jak najdalej. Unikałem dyskotek, zabaw i różnych rzeczy tego typu. Na studniówkę poszedłem sam, bo jej już nie było. Przed maturami całkiem się załamałem, mógłbym powiedzieć, że miałem chwilową depresję, ale nie będę nic tu sugerować, bo się na tym nie znam.
-Stary, tylko dziwi mnie to, że to wszystko przez jakąś laskę, która tak Ci namieszała w głowie, że zmieniłeś się do tego stopnia, że nie wychodziłeś z domu. Serio musiało być coś na rzeczy.
-Tak, było coś na rzeczy. Ale postanowiłem sobie, że ona nie będzie powodem, dla którego nie zdam matury, więc postanowiłem działać. Uczyłem się, przypominałem sobie rzeczy z wcześniejszych lat i udało mi się. Uważam, że poszło mi całkiem nieźle, o na przykład z ustnego polskiego miałem 100%, z ustnego angielskiego 74%, więc nie było tak najgorzej. Po zdaniu matury wyjechałem na Antarktydę, bo chciałem uciec od tego wszystkiego i zapomnieć, ale ona dziś to wszystko popsuła, a było już coraz lepiej. Nagrywałem tam odcinki dla stacji telewizyjnej Discovery Channel. Nagrałem ich kilka, więc wróciłem tu by spędzić troszkę czasu z rodziną i z wami. - Wtedy spojrzałem na niego, który cały czas przyglądał mi się i chyba na prawdę być zaciekawiony tym co miałem mu do powiedzenia. -Okej, widzę, że już Cię zanudzam, więc teraz Ty coś mi opowiedz. - Powiedziałem lekko się uśmiechając.
-Przestań, nie zanudzasz mnie. Cieszę się, że mi opowiedziałeś o tym, bo tak robią przyjaciele. Możesz mi powiedzieć jeszcze trochę o tym jak było na Antarktydzie, co tam robiłeś i w ogóle.
-A co byś chciał wiedzieć? Pytaj to opowiem Ci trochę, jeśli Cię to tak bardzo interesuje. Może chcesz pojechać tam ze mną, co? - Zapytałem żartobliwie.
-No jasne, jeszcze tego mi brakuje, żebym biegał wśród pingwinów. - Odpowiedział, po czym szeroko uśmiechnął się na twarzy i zmienił pozycję na fotelu.

Ja zrobiłem to samo, bo siedzenie w jednej pozycji przez taki kawałek czasu jest troszkę nie wygodne, a zwłaszcza, że siedziałem bokiem, na jednej nodze a druga zwisała z fotela. Tak wiem, też się zdziwiłem kiedy pomyślałem jak ja mogłem tak siedzieć.

-Nie no, aż tak strasznie nie jest. Nie zawsze...
-Już jestem! - Nie skończyłem powiedzieć do końca, kiedy do domu weszła mama. Swoją drogą, to dosyć długo siedziała u tej sąsiadki. - O, cześć Michał. - Powiedziała po czym podeszła do szafy. Zdejmując kurtkę i buty schowała je do środka i podeszła do nas.
-Jedliście coś od kiedy przyszliście? - Zapytała.
-Nie, nie jedliśmy. Ale jeśli chcesz to możesz nam coś przygotować, to zjemy. Co Ty na to Michał?
-Z chęcią. - Odpowiedział i razem spojrzeliśmy się na moją mamę z uśmiechami na twarzy licząc na to, że ugotuje nam coś dobrego.
-No okej, okej. A tak w ogóle to dzwoniła dziś ciocia Iwona i zaprosiła nas jutro na obiad, będzie też ciocia Ania z dziećmi więc to będzie takie małe rodzinne spotkanie. Oczywiście Michał pojedzie z nami, nie zostanie tu sam. - Powiedziała uśmiechając się i patrząc na Michała.
-Ja nie mam nic przeciwko, możemy jechać. - Odpowiedział odwzajemniając uśmiech. -To super, a na którą mamy tam być? - Spytałem.
-Nie wiem, możemy pojechać troszkę wcześniej i pomóc w przygotowaniach, co wy na to?
-Okej. - Odpowiedziałem w tym samym momencie co Michał.
-To skoro mamy być wcześniej, to na którą? -Dodałem.
-Jakoś przed południem będziemy wyjeżdżać. - Powiedziała i skierowała się w stronę kuchni. - Idę przygotować wam coś do jedzenia, a wy poróbcie co tam chcecie.
-Okej, ja już powiedziałem co chciałem. Lepiej Ci kiedy już wiesz co spowodowało, że zachowałem się dziś tak, jak się zachowałem? -Tak, teraz już mi lepiej.
-No to bardzo się cieszę. Nie chcę już więcej o tym mówić i nie powracajmy do tego tematu już nigdy, okej? -
Dobra, skoro to Cię aż tak boli, to nie ma sprawy. Nie będę wnikał w wasze relacje, wystarczy mi to co powiedziałeś, a przynajmniej będę musiał się tym nacieszyć.
-A co byś chciał wiedzieć więcej? - Spojrzałem na niego a następnie w stronę kuchni, żeby zobaczyć co robi mama. Robiła coś przy blacie, więc mogłem kontynuować. - Może mam Ci jeszcze powiedzieć co robiliśmy jak się spotykaliśmy, albo jak wyglądała w samej bieliźnie, co? - Spytałem sarkastycznie, ale troszkę cichszym głosem.
-Nie no, aż taki drobiazgowy to nie musisz być. Takie szczegóły zachowaj dla siebie. - Odpowiedział.
-I tak też zrobię. - Powiedziałem, co chyba było oczywistością.
- Skończmy tą pogaduszkę, co robimy? Może pogramy w coś, hm? -A co proponujesz? -Możemy pograć w Fife 15, GTA V, Far Cry'a 4 albo w Minecrafta bo mam tylko takie i wtedy byśmy podłączyli PlayStation do telewizora, co Ty na to?
-Jestem za minectaftem. - Powiedział Michał próbując zrobić poważną minę, która po zmieniła się w śmiech.
-Jak chcesz to możesz pograć, a ja popatrzę jak Ci idzie. - Powiedziałem tak samo próbując zrobić poważną minę, lecz za chwilę razem wybuchnęliśmy śmiechem.
-O nie, nie, nie. Nie ma podłączania nic do telewizora bo zaraz leci mój ulubiony serial. Możecie iść pograć na komputerze. A teraz proszę, wasze jedzenie. - Wtrąciła się mama przychodząc z kuchni i kładąc na stolik dwa talerze pełne pierogów z truskawkami i polewą.
-Dziękujemy. - Powiedział Michał posyłając kobiecie uśmiech.

  
*NASTĘPNEGO DNIA*

Jest godzina 10:20 więc przydałoby się już wstać, a zwłaszcza, że jakoś w południe jedziemy do cioci Iwony, która mieszka pod Warszawą. Leżałem tak jeszcze przez następne 10 minut. Na ogół nie jestem porannym ptaszkiem, ale kiedy trzeba wstać, to wstaję. Ale dziś zupełnie nie chciało mi się ruszać z łóżka i zejść na dół, bo graliśmy z Michałem do 4 rano w każdą grę po trochu. No ale muszę wstać i się ogarnąć bo mama pojedzie bez nas. Po chwili zebrałem w sobie siły i usiadłem na łóżku. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę 10:35 więc wstałem, podszedłem do szafy, z której wyjąłem białą koszulkę, czarne spodnie, skórzaną kurtkę i bieliznę. Kurtkę położyłem na krześle i poszedłem do łazienki się odświeżyć. Ubrania odłożyłem na szafce i wziąłem prysznic. Po wyjściu z kabiny sięgnąłem po ręcznik, który posłużył mi do wytarcia włosów i ciała. Następnie ubrałem na siebie czyste ubrania i podszedłem do umywalki. Z półki nad nią wyjąłem szczoteczkę i pastę do zębów, które zaraz umyłem. Sięgnąłem z szafki obok żel do włosów, którego odrobinę nałożyłem na dłonie i ułożyłem włosy, by wyglądały przyzwoicie na obiedzie u cioci, a nie tak jak wyglądają teraz. Kiedy już mniej więcej wyglądały dobrze, wyszedłem z łazienki, wziąłem kurtkę do ręki i zszedłem na dół do kuchni po drodze przechodząc obok pokoju Michała, w którym go nie było, bo pewnie był już gotowy. Z góry wszedłem do kuchni mama z Michałem siedzieli przy stole i jedli śniadanie.

-Cześć synku, myślałam, że już nie wstaniesz. Na blacie leży śniadanie dla Ciebie, więc zjedz spokojnie i pomożecie mi, bo trzeba wyjąć z bagażnika w samochodzie worki z ziemią i nawozem, bo kupiłam żeby wymienić kwiatkom w domu i na tarasie.
-No jasne, nie ma sprawy. - Wziąłem swój talerz z blatu i zająłem miejsce przy stole obok Michała.
-I zapomniałabym wam powiedzieć najważniejszej rzeczy. Dziś urodziny ma Dominik, syn cioci Ani więc po drodze zajedziemy jeszcze do galerii i pójdziecie do jakiegoś sklepu z zabawkami i kupicie mu coś, a ja pójdę do kwiaciarni i kupię jakieś ładne kwiatki, okej? - Zapytała mama, jakby nie znała odpowiedzi.

Wiedzieliśmy z Michałem, że nie mamy innego wyjścia.

-No jasne, żaden problem. - Powiedział Michał uśmiechając się do mojej mamy. Zastanawia mnie dlaczego on zawsze się tak do niej szczerzy, kiedy ona coś powie.
-To cieszę się. Jeszcze trochę i Janek znajdzie sobie dziewczynę, później będą chcieli wziąć ślub, wyprowadzi się i nie będzie miał mi już kto nosić worków z ziemią i nawozem dla moich kwiatków. - Powiedziała ze smutkiem w głosie. Ja czasami nie wierzę w tą kobietę. Zawsze palnie coś głupiego w nie odpowiednim momencie.
-Mamo... - Powiedziałem patrząc na nią i posyłając jej jednoznaczny wyraz twarzy.
-No taka jest prawda synku. - Powiedziała, ale ja nie chciałem, żeby kontynuowała.
-Dobra, dziękuję za śniadanie, było bardzo dobre. Samochód masz w garażu czy przed domem? - Zapytałem nie chcąc dłużej ciągnąc tej rozmowy. Wstałem z miejsca, podniosłem talerz i wstawiłem go do zmywarki.
-Samochód jest w garażu, musisz wziąć kluczyki, są w mojej torebce w kieszonce z boku. - Powiedziała na jednym tchu, a ja wyjąłem kluczyki i poszedłem do garażu wyjąć jej te worki z bagażnika. Chwilę później przyszedł do mnie Michał i nic nie mówiąc pomógł mi wyjmować worki z ziemią.
-A Ty co? Przecież nic takiego się nie stało. - Powiedział odkładając worek na bok.
-Tak, wiem, że nic się nie stało, ale nie chciałem dalej kontynuować tej rozmowy, bo wyszłaby jeszcze z tego jakaś kłótnia, a tego na razie mi nie potrzeba. - Michał kiwnął tylko głową. Po chwili skończyliśmy przekładać worki i mama pojawiła się w progu drzwi.
-Już skończyliście? Szybko wam poszło, ja pewnie bym jeszcze połowy nie wyjęła. Ale co się dziwić, dwóch silnych mężczyzn zrobi to szybciej niż czterdziestopięcioletni kobieta. - Powiedziała podchodząc do samochodu i siadając na miejsce kierowcy. My zrobiliśmy to samo, albo przynajmniej próbowaliśmy. Ja jak i Michał chcieliśmy siedzieć z przodu, ale przecież było tylko jedno miejsce.
-Ej, ja chciałem usiąść z przodu. - Powiedział Michał próbując wepchać się ma miejsce pasażera.
-Nie, ja zawsze siedzę z przodu, z tyłu masz więcej miejsca to idź usiądź z tyłu. - Powiedziałem próbując wypchać go do tyłu.
-Chłopcy! Nie kłócić się, powiedziałam! Zachowujecie się gorzej niż dzieci w przedszkolu! Jeśli macie problem z tym, kto ma usiąść z przodu to zagrajcie w "kamień, papier, nożyce".
-No dobra, zawsze w to wygrywam. - Odkrzyknąłem, po czym ustałem na wprost Michała. - Na trzy. - Powiedziałem.
-Okej, na trzy. - Odpowiedział i razem wypowiedzieliśmy słowa "raz, dwa trzy".
-Jasiek, ale przecież Ty zawsze w to wygrywasz. - Zaśmiał się sarkastycznie Michał.
-Teraz też bym wygrał, ale rozproszyłeś mnie. - Musiałem wymyślić jakieś zaprzeczenie. Kurde, moja strategia dawania kamienia zawsze na początku poszła w dupę.
-No Janek, wskakuj do tyłu. - Powiedziała mama śmiejąc się z nas. -Okej, okej. - Powiedziałem po czym usiadłem z tyłu samochodu na środkowym miejscu, czyli tam, gdzie zawsze siedzę, kiedy jedziemy gdzieś z tatą, który teraz wyjechał w delegację i niestety nie zobaczę go jeszcze przez kilka dni. Michał również zajął swoje miejsce po czym wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy w stronę galerii.

---------------------------------------------------------------

No i oto kolejny rozdział, tym razem pisany w całości przez moją kochaną przyjaciółkę 8)Jak się podoba? ;)
Wyraźcie swoją opinię w komentarzach 8)
Pozdrawiam serdecznie ;3
A tym czasem zapraszam na aski ;)

 Prywatny ask :)
Ask o blogu :)



                                            


środa, 14 października 2015

Rozdział 4

"Nagle zaczęli śmiać się jeszcze głośniej, wtedy było mi już wszystko jedno. Co się stało to się nie odstanie. I tak nie mogło być gorzej niż wczoraj. Nie będę przeżywał tego całe życie, więc zacząłem śmieć się razem z nimi."

Siedzieliśmy jeszcze chwilkę w parku, no taką dłuższą chwilę. Dochodziła godzina 17:30. Chłopcom zaczynało robić się chłodniej. Jak dla mnie to wciąż była taka sama temperatura, bo na Antarktydzie przywykłem do dużej temperatury ujemnej, więc te 5 stopni nie robiło dla mnie dużej różnicy, a zwłaszcza kiedy była jesień. Wspólnie postanowiliśmy gdzieś pójść. Pierwszy pomysł padł z ust Rafała i był to McDonald's. Oczywiście Rafał znów był głodny. Nie ważne, że zjadł chwilę przed wyjściem, ale teraz też musi coś zjeść. Nie chcąc dalej zwlekać ruszyliśmy tyłki i poszliśmy w stronę najbliższego maka. Po 20 minutach chodzenia po mieście, gdzie w między czasie pokazywaliśmy i opowiadaliśmy Michałowi trochę o okolicy, doszliśmy na Chełmińską.

-No, to już jesteśmy. Było aż tak źle panienki? - Zapytałem z uśmiechem na twarzy. -Jakoś dało się przeżyć - Odpowiedział zdyszany Rafał.

Reszta nic nie odpowiedziała.

Wchodząc do środka pomieszczenia zajęliśmy wolny stolik i usiedliśmy przy nim. Nie obeszło by się bez marudzeń chłopaków o to, że mogliśmy jechać tramwajem lub autobusem, ale taki krótki spacerek nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził. Siedząc na kanapach zastanawialiśmy się nad zamówieniem.

- Gdybyście chcieli gdzieś iść na Antarktydzie to musielibyście sami ruszyć dupy, bo nikt by wam nie przywiózł tramwaju ani autobusu. - Powiedziałem. 

-Ty tak serio? - Powiedział szybko Michał zasłaniając dłonią usta, myśląc że to spowoduje, że jego śmiech stanie się odrobinę cichszy.

Rafał z Filipem również nie powstrzymali się od śmiechu.

-No tak, co się śmiejecie - Dodałem i spojrzałem na każdego z nich po kolei, ich miny były bezcenne.
-Ale teraz lepiej powiedzcie mi na co się zdecydowaliście, to pójdę i zamówię.
-Ja poproszę sałatkę nisko kaloryczną. - Powiedział Rafał, prostując się na kanapie i splatając ręce, położył je na stoliku.

W tym momencie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
  

-Stary nie świruj, tylko mów co mam Ci zamówić. - Powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-To dla mnie tortillę, duże frytki i małego shake'a. - Powiedział Michał poprawiając się na kanapie.
-Chciałem troszkę rozluźnić atmosferę, bo jakoś sztywno dziś. - Rafał w każdej sytuacji jaka by nie była, będzie uważał, że jest sztywno. Jest on takim śmieszkiem w naszej ekipie. - Okej, więc ja poproszę dwa cheesburgery, nugetsy, duże frytki i średniego shake'a. - Odrzekł Kisielek, bo tak nazywaliśmy go z chłopakami.
-No to chyba nic już dziś nie zjesz. Ja na twoim miejscu bym chyba pękł niż zjadł tyle na raz. - Powiedział Filip. - Ja zamówię frytki i małą colę. - Dodał.
Wstałem z kanapy i zobaczyłem ją, stojącą na przeciwko mnie, myślałem, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, bo tak szybko zaczęło bić.
-Okej, to ja idę po jedzenie. - Powiedziałem drgającym głosem i skierowałem się w stronę kasy, po czym złożyłem zamówienie.

Akurat teraz nie było tłumu ludzi, jak jest zazwyczaj, więc nie musiałem czekać dwadzieścia minut, tylko pięć. Po wyświetleniu się mojego numerku zamówienia podszedłem, wziąłem zamówienie i ruszyłem w  stronę naszego stolika. Prawdę mówiąc, to musiało dziwnie wyglądać. Nastoletni chłopak idący z pełną tacą jedzenie, którą wykarmiłby 5 osób. Mówię 5, bo Rafał je za dwóch. Podchodząc do naszego stolika dosłownie zamurowało mnie. Kiedy ją zobaczyłem.  Dlaczego musieliśmy spotkać się akurat w takim miejscu? To była pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl. Przecież miałem już jej nigdy w życiu nie zobaczyć, miała zniknąć z mojego życia raz na zawsze! Tak jak myślałem, nigdy nie zapomnę wspomnień z przeszłości, one zawsze wrócą! Wymijając ją podszedłem do chłopców i postawiłem jedzenie na stole.

-Przepraszam chłopaki, ale ja już muszę iść. - Powiedziałem krótko spoglądając kolejno na każdego i odwracając się na pięcie by wyjść z pomieszczenia.
-Janek, zaczekaj! Ale co się stało? - Krzyknął Filip w moją stronę.
-Yymm... - Nie chciałem mówić im co się stało. Musiałem szybko wymyślić jakiś pretekst. - Zapomniałem, że mama prosiła mnie o pomoc dziś wieczorem. - Powiedziałem pierwszą lepszą
-Ale to tak teraz? Nie możesz pomóc jej później? - Powiedział Filip, ale nie zdążyłem już mu odpowiedzieć.

Całą drogę powrotną do domu myślałem o tym co się stało. Mam nadzieję, że chłopcy nie będą chcieli wyjaśnień, bo nie zamierzałem o tym z nikim rozmawiać. Mam nadzieję, że Michał jej nie rozpoznał, oby tak było. 

*W TYM SAMYM CZASIE W MAKU*

-Ej wiecie o co mu chodzi - Zapytał Filip, który nadal nie wiedział co się właśnie wydarzyło.
-No nie wiem, ale wyglądał jak by się czegoś przestraszył, albo czymś zdenerwował - Rozmyślał Rafał.
-Sam nie rozumiem o co mu chodzi. Dobra wiecie co ja za nim pobiegnę, zanim sam zdąży wrócić do domu. I tak śpię u niego, więc w razie czego wpuści mnie jego mama.
-To leć a my skończymy jeść - Powiedział Kisielek.
-Ten tylko o jednym, ja już w Ciebie nie wierzę przyjacielu - Odrzekł zrezygnowany Filip 
-Idę, pa. Jak się czegoś dowiem to zadzwonię to któregoś z Was.

Wybiegłem z lokalu, w oczekiwaniu, że jeszcze gdzieś złapię Janka. Biegłem i biegłem i nic, nigdzie go nie wiedzę. Po przemierzaniu kolejnych ulic w końcu dostrzegłem jego posturę. Jest!

-Janek czekaj! - Krzyczałem przez ulice.

*Perspektywa Jasia*

Usłyszałem za sobą krzyki, dobrze znam te głos. To Michał. no super, teraz pewnie będzie oczekiwał wyjaśnień. Przecież nie będę przed nim uciekał, więc nie robiąc większego problemu zatrzymałem się.

-Co się stało że tak nagle wyszedłeś? - Rzekł do mnie zdyszany Michał.
-No bo wiesz...no mamie miałem pomóc, no nie. - Odrzekłem niepewnie.
-No wybacz, ale w to Ci nie uwierzę, o co chodzi. Wiesz, że możesz mi ufać, więc powiedz mi to - Uśmiechnął się do mnie serdecznie, mając nadzieję, że nie dam się dłużej prosić.
-Wiem, bardzo Ci ufam, ale ta sprawa jest dla mnie bardzo bolesna.- Wypowiedziałem bardzo spojonym tonem.
-Wszystko rozumiem, ale trzymając to w sobie, będzie jeszcze gorzej.

Dobrze wiem, że Michał ma rację, powinienem mu to powiedzieć. Jest moim najlepszym przyjacielem i zasługuje na wyjaśnienia. Bardzo bym chciał mu to powiedzieć, ale nie chcę się czuć tak jak wtedy. 

-Powiem Ci, ale najpierw wróćmy do domu, nie chcę rozmawiać o tym, tu na chodniku, wśród ciągle mijających nas ludzi. - Odpowiedziałem na jednym tchu i poszliśmy w stronę mojego domu.

Całą drogę do domu milczałem i myślałem nad tym jak powiedzieć to wszystko Michałowi. Musiałem pozbierać swoje myśli w jedną całość, bo każde mijające auto, każda mijająca nas osoba powodowała, że przypominało mi się coraz więcej wydarzeń związanych z Polą. Przez ten cały czas próbowałem o tym wszystkim zapomnieć, ale wystarczyło tylko jedno spotkanie przez dosłownie 5 sekund aby to wszystko się przypomniało. Po jakiś 20 minutach drogi dotarliśmy na moje podwórko. Ja wszedłem jako pierwszy i zamknąłem za nami furtkę. Podchodząc do drzwi wejściowych złapałem za klamkę od drzwi, które okazały się być zamknięte a ja nie miałem klucza.
-Nikogo nie ma? - Zapytał Michał.
-Na to wygląda, że nie, ale powinienem mieć klucze. - Odparłem i zacząłem poszukiwania kluczy w kieszeniach bluzy i spodni, które jakże inaczej, zakończyły się fiaskiem. - Jeszcze tylko tego mi brakowało! Zamknięty dom, brak kluczy do mieszkania i matka, która prawdopodobnie siedzi u jakiejś sąsiadki. - Krzyknąłem niekontrolowanie.
-Jasiek, spokojnie. Po prostu zadzwoń do niej i zapytaj się jej gdzie jest. Nie musisz się od razu tak wydzierać! - Powiedział nieco podniesionym głosem.
-Dobra, już dzwonię! Spieszy Ci się gdzieś? - Zapytałem ze zdenerwowaniem w głosie wyjmując telefon z kieszeni i wybierając numer do mamy.
-Stary, co Ci dziś jest? Zachowujesz się jakbyś zobaczył ducha. - Powiedział, a wręcz krzyknął w moją stronę. Już chciałem mu odpowiedzieć, ale akurat w tym momencie mama odebrała telefon.
-Tak, słucham? -Mamo gdzie Ty jesteś? Stoję pod domem z Michałem bo zapomniałem kluczy z domu.
-Jestem u Pani Nowak, dwa budynki dalej. Numer 23, więc teraz już nie powinieneś się zgubić, jak kiedyś gdy byłeś małym chłopcem. - Serio? Nagle wzięło się jej teraz na wspominki?
-Dobra, dam sobie radę. Zaraz przyjdę i dasz mi klucze. - Odpowiedziałem szybko i zakończyłem rozmowę.
-Słuchaj, mama jest u sąsiadki dwa budynki dalej. Poczekaj tu a ja zaraz wrócę z kluczami. - Powiedziałem na co Michał kiwnął głową, co uznałem za zgodę.

Odwracając się na pięcie zacząłem biec w stronę budynku z numerem 23. Już po chwili znalazłem się pod drzwiami i zapukałem do nich.

-Dobry wieczór, czy zastałem moją mamę. - Zapytałem panią Nowak.
-Dobry wieczór Janeczku, tak jest Twoja mama, kazała mi przekazać Ci te klucze. - Powiedziała kobieta po czym wyciągnęła swą dłoń w moją stronę, trzymając w niej kluczę od mieszkania.
-O, w takim razie dziękuję bardzo, do widzenia i miłego wieczoru. - Odparłem i odwróciłem się w stronę furtki.
-Do widzenia. - Usłyszałem cichutki głos sąsiadki.

Po krótkiej chwili znajdowałem się już obok Michała siedzącego na schodach pod drzwiami.

-Mam klucz, więc możemy już wejść do środka, w końcu... - Powiedziałem po czym przekręciłem klucz w zamku, który wydał charakterystyczny dźwięk. Wchodząc do środka zdjęliśmy kurtki i buty. Michał usiadł na kanapie w salonie a ja poszedłem do kuchni po coś do picia.
-Chcesz coś do picia? - Krzyknąłem na tyle głośno, by mnie usłyszał.
-A co jest?
-Jest woda, sprite, sok bananowy i jabłkowy. - Powiedziałem patrząc na rzeczy kolejno ustawione na blacie w kuchni.
-To niech będzie sok jabłkowy. - Usłyszałem odpowiedź chłopaka.

Wyjmując dwa kubki z szafki nalałem w jeden soku jabłkowego dla bruneta a w drugi sprite'a dla mnie, po czym skierowałem się w stronę salonu, gdzie siedział Michał. Podchodząc do stolika postawiłem na nim nasze napoje i usiadłem na fotelu obok mojego przyjaciela. Siedząc przez chwilę w niezręcznej ciszy zrobiło mi się trochę głupio, że tak bez powodu naskoczyłem na niego na tych schodach. Po kolejnej chwili ciszy postanowiłem to w końcu przerwać.

-Słuchaj Michał. - Zacząłem. - Na samym początku chciałem Cię przeprosić za to, że naskoczyłem na Ciebie przed chwilką przed tymi drzwiami. To wszystko przez to co się dziś wydarzyło.
-No okej, nie mam Ci tego za złe. Pewnie gdybym miał zły dzień, to też bym tak zareagował. - Powiedział, po czym spojrzał w moją stronę.
-Cieszę się, że rozumiesz. Ogólnie to chciałem z Tobą dziś o czymś porozmawiać.
-No właśnie, nie myśl, że ja zapomnę. Miałeś mi powiedzieć czemu tak nagle prawie że wybiegłeś z maka, kiedy nawet nie zaczęliśmy jeść. - Przerwał mi.
-Tak, wiem i o tym właśnie chciałem Ci powiedzieć. - Powiedziałem zrezygnowany. - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem prawda?
-No z tego co mi wiadomo, to tak.
-Tak, jesteś. Przyjaźnimy się już 4 lata, prawda?
-Tak, ale czy możesz przestać zadawać te pytania, tylko przejść do sedna sprawy? - Zapytał zniecierpliwiony Michał.

Kurde, nie jestem pewien czy powinienem mu to powiedzieć. Nie chcę mu tego mówić, bo boję się, że on tego nie zrozumie. Nigdy nie rozmawiałem z nikim o tej sprawie. Jedyną osobą, która z grubsza wie o co chodzi, jest moja mama. Nie wie ona wszystkiego, bo powiedziałem jej tylko tyle, ile powinna wiedzieć o tej całej sytuacji.

-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało.
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia...

---------------------------------------------------------------------
Hmm...oto kolejny rozdział 8)

Podoba się?

Jak myślicie, kto mógł spowodować takie zachowanie Janka?
Wiecie co Jaś chce powiedzieć Michałowi? 8)
Mam nadzieję, że chociaż troszkę was zainteresowałam :)
A teraz zapraszam na aski :)

sobota, 10 października 2015

Rozdział 3
"-Spokojnie, już wstaję. Przecież nie zostawię Was tam samych. - Odpowiedziałem, po czym ruszyłem przedzierając się przez tłum tańczących ze sobą ludzi, prosto za chłopakami."


Gdy już jakimś cudem dotarliśmy do baru, odechciało mi się wszystkiego. Możecie myśleć co chcecie, ale Only VIP's jest jednym z największych klubów w stolicy, więc zanim przeszedłem z jednego kąta sali do baru, trochę czasu minęło. Cała ta droga przez tłum była mega męcząca. Nie wspominając już o niektórych osobach po spożyciu dużej ilości alkoholu, którzy tańczyli, biegali, skakali, dosłownie robili wszystko co jest możliwe na środku parkietu i nie zwracali uwagi na to, co się wokół nich dzieje, i czy ktoś chce przejść jak normalny człowiek. Ale pomińmy ten fakt.  Skoro już tu jestem to chłopacy nie odpuszcza, muszę się z nimi napić.
-Poproszę 4 mojito, wszyscy się zgadzacie? - Zapytał Rafał przelotnie spoglądając kolejno po nas.
-Jak najbardziej. - odpowiedział Filip na co Michał tylko przytaknął.
-A Ty Janek co o tym sądzisz, może być? - Usłyszałem pytanie skierowane w moją stronę.
-Tak, tak. Może być. - odpowiedziałem krótko.

W tym czasie, kiedy Rafał zamawiał nasze drinki razem z chłopakami zająć jakiś wolny stolik. Usiedliśmy na wygodnych kanapach przy ścianie i czekaliśmy na jego powrót.
-Przepraszam, wasze drinki. - Po chwili podeszła do nas dosyć atrakcyjna kelnerka. Odłożywszy nasze napoje na stolik odeszła.
-No, no! Jaka dupa! - Krzyknął Filip, po czym zagwizdał w stronę barmanki w dość charakterystyczny sposób.
-Ciszej baranie. - Odpowiedziałem lekko speszony jego zachowaniem.
-Jak taka dupa, to do niej zagadaj playboyu. - Wtrącił się Michał.
-A żebyś wiedział, że zaraz do niej pójdę. I co, łyso Ci będzie? - Rzuciłem z ironią w głosie, choć w głębi duszy wiedziałem, że i tak bym tego nie zrobił.
-Mi nie. Tobie tak, jak powie Ci, że masz spieprzać. - Powiedział rozbawiony całą sytuacją Michał.
-Skończcie już. Przyszliśmy tu, żeby pobawić się z Jasiem, a nie gadać o laskach. Spokojnie, na to będzie jeszcze okazja. - Dodał Rafał upijając łyk swojego drinka.
-No dziękuję, już myślałem że nigdy tego nie skończycie. Dzięki Rafał. - Powiedziałem poirytowany.

Cały czas jesteśmy w klubie. Po tak długim czasie, przez który się nie widzieliśmy rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Z jednego tematu płynnie przechodząc w drugi. Nie potrafimy przestać. Może to dziwne, ale mam wrażenie, że wyglądamy jak 4 przyjaciółeczki, które spotkały się w kawiarni na ciastko i kawę. Przez te 2 godziny nadrobiliśmy sporo rzeczy. W ciągu tego czasu, powoli zacząłem się rozluźniać i czuć swobodniej w gronie tak wielu osób. Myślę, że drinki są tego przyczyną. W ciągu tych godzin chłopacy zdążyli zamówić jeszcze po 3 drinki dla każdego. Jako, że nie mam głowy do alkoholu, zaczął on na mnie działać. Sam nie rozumiem swojego zachowania. Nigdy tyle nie piłem. Dla niektórych te 4 drinki to może być mało, ale patrząc na to, że ja mało kiedy piję alkohol, jest to dla mnie dosyć sporo. Tego wieczoru nie potrafiłem odmówić chłopakom, i takie są konsekwencje.

*NASTĘPNEGO DNIA*

Jest jakoś krótko po godzinie dziewiątej rano. Po wczorajszym wieczorze o dziwno nic mi nie jest. Nie mam kaca, nie boli mnie głowa ani nic z tych rzeczy. Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Filip dzwoni, czego on tak wcześnie chce?! W tej chwili telefon od niego jest ostatnią rzeczą, jaką bym się spodziewał.

-No witam balangowicza, jak się wczoraj podobało?
-Serio! Dzwonisz do mnie tak wcześnie rano, tylko po to, aby zapytać się czy mi się podobało?! Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, bo pamiętam tylko fragmenty. Pod sam koniec imprezy urwał mi się film, więc może Ty oświecisz mnie i opowiesz co się wczoraj działo? - Zapytałem lekko zaspanym głosem.
-No jasne, że opowiem, ale nie przez telefon. Spotkajmy się w parku o 15:00, pasuje Ci? A tak na marginesie to brawo, nasz grzeczniutki i poukładany Jan zaliczył pierwszego zgona, w dodatku po 4 drinkach, mistrz! - Mówiąc to niesamowicie głośno śmiał się do słuchawki.
-No tak, bardzo zabawne. Jasne, jak najbardziej 15:00 mi pasuje. Wezmę ze sobą Michała, który jak na razie jeszcze śpi. - Powiedziałem to i skończyłem rozmowę wciskając czerwoną słuchawkę.

Nie będę go na razie budził, pójdę na dół i zrobię śniadanie. Tak to dobry pomysł. Szybkim krokiem zszedłem do kuchni, która była połączona z salonem. Ku mojemu zaskoczeniu, na kanapie w pokoju spał Rafał. Nie wiem jak on się tu znalazł i nawet nie próbuję nic wymyślić. Nie stojąc dłużej jak ten kołek, obróciłem się i z lodówki, która stała za mną wyjąłem wszystkie potrzebne mi składniki do przygotowania śniadania. Gdy tylko zacząłem wyciągać naczynia zobaczyłem Rafała, który stał już przy mnie. Nic nowego. Od zawsze lubił jeść, więc wcale mnie to nie zaskoczyło.

-Co robisz na śniadanie? - Zapytał podekscytowanym i jednocześnie zaspanym głosem.
-A co ja mogę robić? Moją specjalność, jajecznicę.
-No tak mogłem się domyślić. A gdzie jest Michał? - Spytał przeciągając się i siadając na krzesełku przy blacie.
-W sumie to sam chciałbym to wiedzieć. Pewnie śpi w pokoju gościnnym, więc jeśli chcesz to możesz iść i Go obudzić, bo jajecznica niebawem będzie gotowa. - Dodałem i zacząłem rozbijać jajka na patelnie, po chwili dodając wszystkie potrzebne przyprawy do dodania smaku. Oglądając się za siebie zauważyłem bruneta wychodzącego z kuchni i prawdopodobnie kierującego się w stronę pokoju, w którym spał Michał. Po dłuższej chwili jajecznice była gotowa, więc rozstawiłem na stole 3 talerze i 3 szklanki, do których nalałem soku jabłkowego.
-No stary, powie Ci, że to było nawet dobre! Nie wiedziałem, że potrafisz robić taka zajebista jajecznicę! Chyba zatrudnię Cię jako osobistego kucharza. - Powiedział Michał rozbawionym tonem.
-Dzięki, ale nie skorzystam. - Odpowiedziałem. - Słuchajcie, rano dzwonił do mnie Filip i  spotykamy się o 15:00 w parku. Mam nadzieję, że nie macie żadnych planów.
-Ja jak na razie nie mam, ale może powiesz nam po co mamy się ta spotkać, hm? - Zapytał Rafał biorąc do buzi kolejną porcję śniadania.
-Musicie mi opowiedzieć co się wydarzyło wczoraj wieczorem, bo mi urwał się film po 4 drinku. - Odpowiedziałem, kładąc łokcie na stole podpierając twarz dłońmi.
-Jak po 4 drinkach można nie pamiętać co się działo na imprezie!? Chyba musimy nauczyć Cię jak się pije, bo jak tak dalej pójdzie to na imprezach będziesz chodził nie przytomny. - Krzyknął Michał, na co razem z Rafałem wybuchnęli śmiechem.

Dobiegała godzina 14:00. Cały ten czas od śniadania do teraz minął całkiem fajnie. Pogadaliśmy sobie trochę z chłopakami, Rafał namówił nas na zamówienie pizzy, pograliśmy na konsolach w GTA V i przeszliśmy kilka zakończeń w jednej z moich ulubionych gier, Beyond. Czas szykować się, bo musimy być o trzeciej w parku. Wychodząc z salonu skierowałem się w stronę mojego pokoju, wyjąłem czysty T-shirt, jeansy oraz bieliznę z mojej szafy i poszedłem do łazienki odświeżyć się. Wziąłem szybki prysznic, ogoliłem się i już po 20 minutach byłem gotowy do wyjścia. Oczywiście musiałem zaczekać z Michałem na Rafała, który przed wyjściem musiał coś zjeść, bo jak sam to określił "umarł by z głodu". Zanim wygrzebaliśmy się z domu była godzina 14:40, czyli powinniśmy zdążać na czas, ewentualnie troszeczkę się spóźnimy. Nim się obejrzałem jechaliśmy już tramwajem i wysiadaliśmy na następnym przystanku.
-No w końcu jesteście! Myślałem, że już nie przyjedziecie! - Usłyszałem głos Filipa, krzyczącego z daleka w naszą stronę.
-Przepraszam wielką mość, ale to wszystko wina Rafała, bo tak jak zwykle musiał się najeść przed wyjściem. - Odpowiedziałem
-Dobra to przez co się spóźniliście jest mało istotne. Ważne, że już jesteście. - Powiedział Filip pocierając dłonie.
-To teraz mi opowiadaj, bo całą drogę zastanawiałem się co mogłem wczoraj robić. - Powiedziałem lekko podekscytowany a zarazem zaniepokojony.
-To jest dłuższa historia, więc może usiądźmy na jakiejś ławce. - Odparł rozglądając się dookoła siebie w poszukiwaniu jakiegoś wolnego miejsca.

Chłopaki stali prawie jak na baczność przysłuchując się naszej ciekawej rozmowie. Patrzyli się po sobie, ale nic nie mówili.

-E ruszajcie się, no chyba, że zastygliście w tej pozycji. - Rzekłem do nich z lekkim uśmiechem.
-Tak, tak. Idziemy. - Odpowiedzieli jednogłośnie. 
Po kilku minutowym poszukaniu wolnej ławki w parku, znaleźliśmy dwie naprzeciwko siebie. Jak dla nas idealnie. 
-Dobra, dobra. Opowiadaj mi co ja takiego nawyrabiałem wczoraj na imprezie. - Teraz już byłem na maska ciekawy co mi powie. Mam nadzieję, że nie zrobiłem z siebie totalnego debila.
-No, więc... - Zaczął przeciągać Filip. - Jakoś godzinę przed wyjściem miałeś już niezłą fazę, ale jako że mieliśmy świetną zabawę, nie chcieliśmy wychodzić. Siedzieliśmy sobie spokojnie rozmawiając, bo Ty to raczej czasami coś bełkotałeś, no ale cóż. My zamówiliśmy sobie po jeszcze jednym drinku. Ciebie zostawiliśmy już w spokoju, bo byś nam jeszcze odleciał albo coś. Mieliśmy już wychodzić, wszytko ładnie pięknie, gdy nagle coś się wywaliło. Patrzymy a Ty stoisz koło przewróconego stolika i patrzysz na niego jak by ci się Jezus objawił. No nie powiem, wyglądałeś bardzo zabawnie.
-No faktycznie zabawnie. - Przerwałem mu szybko, patrząc jak reszta chłopaków się śmieje. Kurde, jak to musiało wyglądać! Ale o dziwno rano nic mi nie było.
- To nie koniec. - Przerwał mi w rozmyśleniu Filip. - Jak już wypieprzyłeś ten stół to zacząłeś się wydzierać do ochroniarzy, że mają coś z tym zrobić. Darłeś się jak jakiś głupi, że mają zjebane stoły, która same się przewracają i takie inne. Jak już skończyłeś to szybko stamtąd wyszliśmy, bo bałem się, że zrobisz jeszcze większą zadymę i nasza impreza tak się skończy.
-Jezu jak ja mogłem coś takiego zrobić! Pomyślałem, a cała twarz zaczęła mnie palić mnie ze wstydu i prawdopodobnie wyglądałem jak burak. Nigdy nie zrobiłem czegoś tak żenującego... jaki wstyd! 

Siedziałem tak chwile, gdy nagle zorientowałem się, że chłopcy oczekują jakiejś odpowiedzi z mojej strony.
-Z tego co mówisz, wynika że było ciekawie. - Rzuciłem sarkastycznie.
-Tak, a nawet bardzo. - Powiedzieli jeden za drugim.

Nagle zaczęli śmiać się jeszcze głośniej, wtedy było mi już wszystko jedno. Co się stało to się nie odstanie. I tak nie mogło być gorzej niż wczoraj. Nie będę przeżywał tego całe życie, więc zacząłem śmieć się razem z nimi.




------------------------------------------------------------------------Witam. witam oto jest kolejny rozdział :)
Mam nadzieję że się Wam podoba :)
Jeśli już to jesteś możesz zostawić komentarz i wyrazić w nim swoją opinię :)
A na razie zapraszam na mojego prywatnego aska, i aska o ff :)




wtorek, 6 października 2015

Rozdział 2 

"- Już idę. - odpowiedziałem ciężko wstając z kanapy i udając się w stronę drzwi wyjściowych. Dobrze wiem kto to, więc szybko ubrałem buty, wziąłem kurtkę w rękę i podbiegłem do mamy w przelocie dając jej buziaka w policzek i ruszyłem w stronę drzwi. Krzyknąłem tylko pa i wyszedłem. Nim usłyszałem odpowiedź byłem już na schodach przed moim domem."


Poczułem lekki podmuch październikowego wiatru. Po plecach przeszedł mnie lekki dreszcz, co spowodowało wzdrygnięcie mojego ciała. Zszedłem ze schodów i przywitałem się z moimi przyjaciółmi. Przyszedł czas żebym wam ich przedstawił. Moim najlepszym przyjacielem jest Michał. Niestety nie miesza on w stolicy, więc zawsze jak przyjeżdża zostaje u mnie na kilka dni. Wtedy próbuje ze mną zabalować, zazwyczaj wychodzi tak, że on idzie na imprezę, a  ja zostaję w domu sam i spędzam czas przed laptopem przeglądając portale społecznościowe i oglądając filmy. Razem z nim przyjechał Rafał z Filipem. Znam się z nimi od szkoły podstawowej, już jako mali chłopcy spędzaliśmy ze sobą swój wolny czas. 
Dziś jest mój dzień postanowiłem "zaszaleć", dlatego idziemy dziś wieczorem do jakiegoś klubu. Tak szczerz to sam nie wiem co mam o tym myśleć, nie jestem typem balangowicza, więc nie jestem pewien czy będę się dobrze bawił. Czego nie robi się dla przyjaciół. Zresztą ja to wymyśliłem i zaplanowałem, więc nie będę psuł im wieczoru. Najlepiej będzie jak usiądę gdzieś w kącie sali i będę w swoim świecie. Znając życie chłopaki nieźle
 się nawalą i będzie koniec zabawy, bardzo lubią imprezy. Czasami sam się zastanawiam jak to możliwe, że tak bardzo się od nich różnię a tak dobrze się z nimi dogaduje...może to prawda, że przeciwieństwa się przyciągają.
Stałem chwilę zamyślony, gdy nagle coś mnie z tego wyrwało.


-Siema stary - Krzyknął Michał z uśmiechem na twarzy.
-No witam panów. - Odrzekłem lekko wystraszony.
-Jak Ci minęła podróż? Zobaczyłeś coś nowego? A może kogoś poznałeś? - Rafał obrzucił mnie milionem pytań, na które w tak szybkim tempie nie byłem w stanie odpowiedzieć.
-A tak jak zawsze. Znów większość lotu przespałem, nic nowego nie zobaczyłem. Po prostu nagrałem to czego w programie jeszcze nie było. I nie, nie poznałem nikogo nowego. Jak na jednej, wielkiej zmarzlinie mogłem kogoś poznać ? 
-No tak masz racje, sam już chyba nie wiem co gadam. To z tej radości, chyba mnie rozumiesz. - Dodał, a na jego twarzy można było zauważyć lekki uśmiech.
-Dobra chłopaki skończmy o mojej pracy, chociaż bardzo ją lubię w wolnym czasie nie chcę o niej rozmawiać. - Odpowiedziałem lekko zirytowany ilością pytań skierowanych w moją stronę, a na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
-No dobrze, dobrze, więc gdzie lecimy dzisiejszego wieczoru? - Zapytał podekscytowanym głosem Filip.

-Ja proponuję Only VIP's. - Krzyknął Rafał, zawsze był wybuchowy i jako pierwszy musiał coś powiedzieć. 
-Hmm no nie wiem...tam zawsze są tłumy, a dobrze wiecie, że jakoś nie 
specjalnie przepadam za tak dużą ilością ludzi w jednym miejscu. - Odpowiedziałem.

-Jezu brachu nie marudź, sam to wymyśliłeś a teraz co? Dziś nie damy się spławić i idziesz z nami tam, gdzie Cię zabierzemy i czy Ci się to podoba czy nie - Rzekł lekko poirytowany Michał.
-No cóż jeśli muszę. Oby było fajnie bo z takimi znajomymi to chyba będę musiał polubić imprezy. - Dodałem z uśmiechem na twarzy.

-No i to mi się podoba, więc jak, ruszamy ? - powiedział
 Filip, który z nudy zaczął chodzić w kółko.-No wszystko spoko, tylko czym planujecie tam dojechać? - Zapytał Rafał, któremu już widocznie bardzo się spieszyło.
-
Proponuję taxi - tym razem wyrwał Michał.
-Jestem za, a Ty Janek, co o tym sądzisz - wypowiedział już poddenerwowany Filip z Rafałem.Widać po nich było, że bardzo chcieli się już bawić.
-Jak dla mnie okej, więc dzwońcie i jedziemy - Zdaje mi się, albo ja też lekko zacząłem cieszyć się z tego wypadu. Może to przez tak długi okres poza domem, brak znajomych i jakiejkolwiek interakcji z innymi? A może po prostu zaczynam lubić imprezy? Sam nie wiem, ale mam nadzieję, że ta impreza będzie udana.

W tym czasie kiedy tak myślałem Michał już zadzwonił po taxi i poinformował nas, że będzie za jakieś 10 minut.

-Nie stójmy jak ciołki na dworze, wejdźmy chociaż do przedpokoju. - Powiedziałem po chwili.
-Tak, masz rację to dobry pomysł - Stwierdzili wszyscy chórem.



*20 MINUT PÓŹNIEJ*

Chodziłem od okna do okna wyczekując przyjazdu taksówki. Miała być 10 minut temu i nadal jej nie ma! Dobra, nie będę jak jakiś nienormalny chodził przy tych oknach, tylko usiądę na kanapie jak to zrobiła reszta chłopaków. Po ostatnim spojrzeniu w okno zauważyłem taksówkę. W końcu!

-Dobra, ruszajcie tyłki z kanapy, taxi już jest. - Oznajmiłem z ulgą w głosie. Patrząc jak chłopcy wstają i kierują się w stronę wyjścia ruszyłem za nimi.
-To jak panowie, dziś balujemy, tak? - Rzekł Filip, zaraz potem poparł go Michał i Rafał.
-No jasne, balujemy - Powiedziałem lekko ironicznie - A teraz chodźmy już, bo zaraz ucieknie nam taxi.


* GODZINĘ PÓŹNIEJ*

Od 20 minut jesteśmy w klubie, tak jak myślałem wycofałem się wgłąb klubu a chłopacy poszli do baru napić się czegoś na dobre rozpoczęcie imprezy. Po chwili spędzonej siedząc w kącie poczułem na ramieniu 
czyjąś rękę. Odwróciłem się, aby zobaczyć kto to i zobaczyłem Michała.

-Stary, czemu nie bawisz się z nami, tylko siedzisz to jak cnotka i rozmyślasz nad życiem? Przecież sam zgodziłeś się na to 
miejsce i mieliśmy się bawić wszyscy RAZEM. A nie my razem i Ty sam. - Krzyknął dość głośno,bym mógł go usłyszeć, a muzyka nie zagłuszyła jego słów. W jego głosie wyczuwalne było zirytowanie. -Tak wiem, tylko że dopiero teraz przemyślałem to co zrobiłem. Kluby, imprezy, alkohol to nie jest dla mnie. Nie potrzebuję tego wszystkiego, żeby się wyluzować.-Ale jak to nie potrzebujesz? Przecież przyjechaliśmy tutaj, żeby się zabawić i spędzić czas razem, bo tak dawno się nie widzieliśmy, a Ty teraz wyskakujesz ze swoimi przemyśleniami. - W jego głosie wyczuwalna była lekka złość.

Kurde, i co ja mam teraz mu powiedzieć? Że sorry stary, ale takie życie, nic na to nie poradzę? Szczerze, to gdyby tu nie było tu tylu osób może i bym się razem z nimi bawił. Kiedy jest tyle osób dookoła mnie, to mam wrażenie, że każdy patrzy się tylko na mnie. Pewnie jest to spowodowane tym, że na Antarktydzie byłem całkiem sam, z dala od ludzi. Jedynymi ludźmi, którzy mnie odwiedzali, byli to ludzie z ekipy z Polski, którzy przylatywali od czasu do czasu by uzupełnić mi zapasy 

żywności.
-No przepraszam, że nie jestem taki jak wy... - Nie zdążyłem powiedzieć tego co chciałem, kiedy nagle podszedł Rafał i przerwał nasza rozmowę.
-A wy panienki o czym już plotkujecie? Nie pobawicie się z nami? - Wypowiedział Rafał ze szczypta sarkazmu w głosie.
-W zasadzie, to my już kończymy naszą rozmowę, prawda?- Powiedział Michał kierując swój wzrok na mnie.
-Tak. - Odpowiedziałem krótko, wiedząc co zaraz się stanie.

-No to w takim razie możemy iść do baru po jakieś drinki. Oczywiście ja stawiam pierwszą kolejkę! - Wiedziałem, że to powie.

Może jednak powinienem zrekompensować się im za ten czas , przez który mnie to nie było? W sumie, gdybym wypił jednego drinka, to nic wielkiego by się nie stało. Przecież nikt nie umarł od jednego drinka, prawda?
 Tak pomijając to, przecież jestem już pełnoletni i nie muszę pytać o zgodę mamy.-Jestem jak najbardziej za! - Zerwał się Michał i zaczął iść w stronę baru. Ja cały czas siedziałem na swoim miejscu.

- Janek, a Ty co? Wstawaj, idziesz się napić. - Michał nigdy nie daje za wygraną, Jest tego typu osobą, że będzie cię męczył tak długo, aż sprawy pójdą po jego 
myśli. Dlatego zgodzę się na tego jednego drinka i niech jest już to za mną.
-Spokojnie, już wstaję. Przecież nie zostawię Was tam samych. - Odpowiedziałem, po czym ruszyłem przedzierając się przez tłum tańczących ze sobą ludzi, prosto za chłopakami. 



-----------------------------------------------------------------------------------------
Dzień dobry :)Oto jest drugi rozdział, podoba się ?Jeśli tu jesteś możesz zostawić komentarz i wyrazić swoją opinię :)Na razie zapraszam na mojego aska i na aska o ff :)




piątek, 2 października 2015

Rozdział 1
      
Pewnie nadal nie wiecie kim jestem i co robię. Jestem Janek niedawno skończyłem 19 lat, jestem badaczem i obserwatorem na Antarktydzie. Jak na mój młody wiek to dość dziwne, ale zaraz po zdaniu matury poszedłem do pracy, moja rodzina ma znajomości więc znalezienie się tu gdzie jestem teraz, nie zajęło zbyt wiele czasu.
Pracuję dla stacji Discovery Channel, prowadzę swój program o zwierzętach, które zamieszkują te tereny. Obserwuje je w swoim naturalnym środowisku. Przed rozpoczęciem "kariery" w telewizji, bardzo podobała mi się praca weterynarza, myślałem nawet o studiach weterynaryjnych, by nim zostać. Moje zamiłowanie do zwierząt jest spowodowane tym, że od kiedy pamiętam w moim życiu było ich dużo, więc po prostu tak się stało.
Bardzo cieszę się z mojej pracy, ponieważ jestem mega interesująca. Poznawanie życia na krainie skutej lodem, obserwowanie zwierząt, czy to nie jest fajne ? Ta cała cisza i spokój daje mi dużo do myślenia. Bardzo lubię być sam, a tu jestem odcięty od ludzi, sam ze swoimi myślami, nie czuję chłodu ani nienawiści z każdej strony. To piękne jak niewiele potrzeba człowiekowi, aby zrozumiał jak ludzie potrafią być dla siebie okropni.
Typ samotnika do zdecydowanie ja.
Jestem dość zamkniętym z sobie chłopakiem, więc taki stan rzeczy bardzo mi odpowiada.
Kończę już mówić o swojej pracy, kiedyś opowiem Wam jeszcze więcej.
Dziś ta sielanka się kończy, nagrałem dość materiału, by powstało z tego kilka odcinków, więc przez pewnie czas mam wolne. Sam nie wiem czy mam się cieszyć.
Mogę wracać do domu,do moich przyjaciół, których nie za zbyt wielu, i rodziny ale o niej opowiem później...



*DZIEŃ WYLOTU*

Okej więc na mnie już czas. Przylecieli po mnie, teraz to serio koniec. Wrócę tu dopiero za 6 miesięcy, a teraz muszę opuścić moją ukochaną stacje badawczą... No nic, może w tym czasie zdążę ustatkować się w Warszawie, zobaczymy.
Ciekawe jakie przygody czekają mnie w rodzinnym domu.


*NASTĘPNEGO DNIA*
        
Wczoraj z lotniska odebrała mnie moja mama. Pewnie myślicie, że jestem maminsynkiem bo ciągle z nią mieszkam, a mając dobrze płatną pracę powonieniem się usamodzielnić i zamieszkać sam, prawda ? Nie widzę większego sensu w tym by wynajmować mieszkanie na kilka miesięcy, potem zrywać umowę i tak w kółko. Na ten czas zawsze pomieszkuje u niej.
Będąc w Polsce próbuje się "rozerwać" lecz słabo mi to wychodzi. Moim jedynym zajęciem tutaj jest czytanie książek, komiksów i oglądanie filmów. Tak wiem dla większości to nie rozrywka a marnowanie czasu, ale ja nie czuję klimatu dużego miasta, dyskotek i barów, jakoś szczególnie mnie to nie bawi.
Od czasu do czasu znajomi wyciągną mnie na miasto, ale rzadko się to zdarza. Zawsze próbuję się wymigać wymyślając miliony rzeczy, które właśnie w tej chwil muszę zrobić.
Wypadałoby przestać mówić tyle o sobie, bo nie jestem nie wiadomo kim, by tyle o sobie opowiadać.
Dziś jest wielkie święto, bo to ja zaproponowałem mojej paczce spotkanie w pubie, próbuję z nimi odbudować kontakt, bo po tak długim czasie chcę z nimi porozmawiać i dowiedzieć się co robili w czasie, kiedy mnie nie było.
Jest krótko po 18.00 na 19.30 umówiłem się z nimi, żeby po mnie wpadli i razem wybierzemy miejsce gdzie idziemy. Mam jakieś 1,5 godziny by doprowadzić się do takiego stanu, w którym człowiek może wyjść z domu. Nie rozmyślając za długo wziąłem czyste ubrania, i poszedłem się umyć by jako tako przygotować się do wyjścia...
Mam jeszcze 30 minut, w tym czasie pooglądam telewizję, lecz nie  przepadam za nią, ale jak człowiekowi jest nudno tak każda czynność poza leżeniem wydaje się fajna.

*30 MINUT PÓŹNIEJ*

DINGO DONG, DINGO DONG...
-Janek idź zobacz kto przyszedł. - usłyszałem głos mamy dobiegający z kuchni.
-Już idę. - odpowiedziałem ciężko wstając z kanapy i udając się w stronę drzwi wyjściowych. Dobrze wiem kto to, więc szybko ubrałem buty, wziąłem kurtkę w rękę i podbiegłem do mamy w przelocie dając jej buziaka w policzek i ruszyłem w stronę drzwi.
Krzyknąłem tylko pa i wyszedłem. Nim usłyszałem odpowiedź byłem już na schodach przed moim domem.

------------------------------------------------------------------
Witajcie, dziś przychodzę do was z pierwszym rozdziałem, mam nadzieje że Wam się spodobał :)
Jeśli już tu jesteś, możesz napisać komentarz i wyrazić w nim swoją opinię...jeśli masz jakieś pytania to zapraszam na aska o blogu i mojego prywatnego :)