Rozdział 4
"Nagle zaczęli śmiać się jeszcze głośniej, wtedy było mi już wszystko jedno. Co się stało to się nie odstanie. I tak nie mogło być gorzej niż wczoraj. Nie będę przeżywał tego całe życie, więc zacząłem śmieć się razem z nimi."
Siedzieliśmy jeszcze chwilkę w parku, no taką dłuższą chwilę. Dochodziła godzina 17:30. Chłopcom zaczynało robić się chłodniej. Jak dla mnie to wciąż była taka sama temperatura, bo na Antarktydzie przywykłem do dużej temperatury ujemnej, więc te 5 stopni nie robiło dla mnie dużej różnicy, a zwłaszcza kiedy była jesień. Wspólnie postanowiliśmy gdzieś pójść. Pierwszy pomysł padł z ust Rafała i był to McDonald's. Oczywiście Rafał znów był głodny. Nie ważne, że zjadł chwilę przed wyjściem, ale teraz też musi coś zjeść. Nie chcąc dalej zwlekać ruszyliśmy tyłki i poszliśmy w stronę najbliższego maka. Po 20 minutach chodzenia po mieście, gdzie w między czasie pokazywaliśmy i opowiadaliśmy Michałowi trochę o okolicy, doszliśmy na Chełmińską.
-No, to już jesteśmy. Było aż tak źle panienki? - Zapytałem z uśmiechem na twarzy. -Jakoś dało się przeżyć - Odpowiedział zdyszany Rafał.
Reszta nic nie odpowiedziała.
Wchodząc do środka pomieszczenia zajęliśmy wolny stolik i usiedliśmy przy nim. Nie obeszło by się bez marudzeń chłopaków o to, że mogliśmy jechać tramwajem lub autobusem, ale taki krótki spacerek nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził. Siedząc na kanapach zastanawialiśmy się nad zamówieniem.
- Gdybyście chcieli gdzieś iść na Antarktydzie to musielibyście sami ruszyć dupy, bo nikt by wam nie przywiózł tramwaju ani autobusu. - Powiedziałem.
-Ty tak serio? - Powiedział szybko Michał zasłaniając dłonią usta, myśląc że to spowoduje, że jego śmiech stanie się odrobinę cichszy.
Rafał z Filipem również nie powstrzymali się od śmiechu.
-No tak, co się śmiejecie - Dodałem i spojrzałem na każdego z nich po kolei, ich miny były bezcenne. -Ale teraz lepiej powiedzcie mi na co się zdecydowaliście, to pójdę i zamówię.
-Ja poproszę sałatkę nisko kaloryczną. - Powiedział Rafał, prostując się na kanapie i splatając ręce, położył je na stoliku.
W tym momencie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Stary nie świruj, tylko mów co mam Ci zamówić. - Powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-To dla mnie tortillę, duże frytki i małego shake'a. - Powiedział Michał poprawiając się na kanapie.
-Chciałem troszkę rozluźnić atmosferę, bo jakoś sztywno dziś. - Rafał w każdej sytuacji jaka by nie była, będzie uważał, że jest sztywno. Jest on takim śmieszkiem w naszej ekipie. - Okej, więc ja poproszę dwa cheesburgery, nugetsy, duże frytki i średniego shake'a. - Odrzekł Kisielek, bo tak nazywaliśmy go z chłopakami.
-No to chyba nic już dziś nie zjesz. Ja na twoim miejscu bym chyba pękł niż zjadł tyle na raz. - Powiedział Filip. - Ja zamówię frytki i małą colę. - Dodał.
Wstałem z kanapy i zobaczyłem ją, stojącą na przeciwko mnie, myślałem, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, bo tak szybko zaczęło bić.
-Okej, to ja idę po jedzenie. - Powiedziałem drgającym głosem i skierowałem się w stronę kasy, po czym złożyłem zamówienie.
Akurat teraz nie było tłumu ludzi, jak jest zazwyczaj, więc nie musiałem czekać dwadzieścia minut, tylko pięć. Po wyświetleniu się mojego numerku zamówienia podszedłem, wziąłem zamówienie i ruszyłem w stronę naszego stolika. Prawdę mówiąc, to musiało dziwnie wyglądać. Nastoletni chłopak idący z pełną tacą jedzenie, którą wykarmiłby 5 osób. Mówię 5, bo Rafał je za dwóch. Podchodząc do naszego stolika dosłownie zamurowało mnie. Kiedy ją zobaczyłem. Dlaczego musieliśmy spotkać się akurat w takim miejscu? To była pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl. Przecież miałem już jej nigdy w życiu nie zobaczyć, miała zniknąć z mojego życia raz na zawsze! Tak jak myślałem, nigdy nie zapomnę wspomnień z przeszłości, one zawsze wrócą! Wymijając ją podszedłem do chłopców i postawiłem jedzenie na stole.
-Przepraszam chłopaki, ale ja już muszę iść. - Powiedziałem krótko spoglądając kolejno na każdego i odwracając się na pięcie by wyjść z pomieszczenia.
-Janek, zaczekaj! Ale co się stało? - Krzyknął Filip w moją stronę.
-Yymm... - Nie chciałem mówić im co się stało. Musiałem szybko wymyślić jakiś pretekst. - Zapomniałem, że mama prosiła mnie o pomoc dziś wieczorem. - Powiedziałem pierwszą lepszą
-Ale to tak teraz? Nie możesz pomóc jej później? - Powiedział Filip, ale nie zdążyłem już mu odpowiedzieć.
Całą drogę powrotną do domu myślałem o tym co się stało. Mam nadzieję, że chłopcy nie będą chcieli wyjaśnień, bo nie zamierzałem o tym z nikim rozmawiać. Mam nadzieję, że Michał jej nie rozpoznał, oby tak było.
*W TYM SAMYM CZASIE W MAKU*
-Ej wiecie o co mu chodzi - Zapytał Filip, który nadal nie wiedział co się właśnie wydarzyło.
-No nie wiem, ale wyglądał jak by się czegoś przestraszył, albo czymś zdenerwował - Rozmyślał Rafał.
-Sam nie rozumiem o co mu chodzi. Dobra wiecie co ja za nim pobiegnę, zanim sam zdąży wrócić do domu. I tak śpię u niego, więc w razie czego wpuści mnie jego mama.
-To leć a my skończymy jeść - Powiedział Kisielek.
-Ten tylko o jednym, ja już w Ciebie nie wierzę przyjacielu - Odrzekł zrezygnowany Filip
-Idę, pa. Jak się czegoś dowiem to zadzwonię to któregoś z Was.
Wybiegłem z lokalu, w oczekiwaniu, że jeszcze gdzieś złapię Janka. Biegłem i biegłem i nic, nigdzie go nie wiedzę. Po przemierzaniu kolejnych ulic w końcu dostrzegłem jego posturę. Jest!
-Janek czekaj! - Krzyczałem przez ulice.
*Perspektywa Jasia*
Usłyszałem za sobą krzyki, dobrze znam te głos. To Michał. no super, teraz pewnie będzie oczekiwał wyjaśnień. Przecież nie będę przed nim uciekał, więc nie robiąc większego problemu zatrzymałem się.
-Co się stało że tak nagle wyszedłeś? - Rzekł do mnie zdyszany Michał.
-No bo wiesz...no mamie miałem pomóc, no nie. - Odrzekłem niepewnie.
-No wybacz, ale w to Ci nie uwierzę, o co chodzi. Wiesz, że możesz mi ufać, więc powiedz mi to - Uśmiechnął się do mnie serdecznie, mając nadzieję, że nie dam się dłużej prosić.
-Wiem, bardzo Ci ufam, ale ta sprawa jest dla mnie bardzo bolesna.- Wypowiedziałem bardzo spojonym tonem.
-Wszystko rozumiem, ale trzymając to w sobie, będzie jeszcze gorzej.
Dobrze wiem, że Michał ma rację, powinienem mu to powiedzieć. Jest moim najlepszym przyjacielem i zasługuje na wyjaśnienia. Bardzo bym chciał mu to powiedzieć, ale nie chcę się czuć tak jak wtedy.
-Powiem Ci, ale najpierw wróćmy do domu, nie chcę rozmawiać o tym, tu na chodniku, wśród ciągle mijających nas ludzi. - Odpowiedziałem na jednym tchu i poszliśmy w stronę mojego domu.
Całą drogę do domu milczałem i myślałem nad tym jak powiedzieć to wszystko Michałowi. Musiałem pozbierać swoje myśli w jedną całość, bo każde mijające auto, każda mijająca nas osoba powodowała, że przypominało mi się coraz więcej wydarzeń związanych z Polą. Przez ten cały czas próbowałem o tym wszystkim zapomnieć, ale wystarczyło tylko jedno spotkanie przez dosłownie 5 sekund aby to wszystko się przypomniało. Po jakiś 20 minutach drogi dotarliśmy na moje podwórko. Ja wszedłem jako pierwszy i zamknąłem za nami furtkę. Podchodząc do drzwi wejściowych złapałem za klamkę od drzwi, które okazały się być zamknięte a ja nie miałem klucza.
-Nikogo nie ma? - Zapytał Michał.
-Na to wygląda, że nie, ale powinienem mieć klucze. - Odparłem i zacząłem poszukiwania kluczy w kieszeniach bluzy i spodni, które jakże inaczej, zakończyły się fiaskiem. - Jeszcze tylko tego mi brakowało! Zamknięty dom, brak kluczy do mieszkania i matka, która prawdopodobnie siedzi u jakiejś sąsiadki. - Krzyknąłem niekontrolowanie.
-Jasiek, spokojnie. Po prostu zadzwoń do niej i zapytaj się jej gdzie jest. Nie musisz się od razu tak wydzierać! - Powiedział nieco podniesionym głosem.
-Dobra, już dzwonię! Spieszy Ci się gdzieś? - Zapytałem ze zdenerwowaniem w głosie wyjmując telefon z kieszeni i wybierając numer do mamy.
-Stary, co Ci dziś jest? Zachowujesz się jakbyś zobaczył ducha. - Powiedział, a wręcz krzyknął w moją stronę. Już chciałem mu odpowiedzieć, ale akurat w tym momencie mama odebrała telefon.
-Tak, słucham? -Mamo gdzie Ty jesteś? Stoję pod domem z Michałem bo zapomniałem kluczy z domu.
-Jestem u Pani Nowak, dwa budynki dalej. Numer 23, więc teraz już nie powinieneś się zgubić, jak kiedyś gdy byłeś małym chłopcem. - Serio? Nagle wzięło się jej teraz na wspominki?
-Dobra, dam sobie radę. Zaraz przyjdę i dasz mi klucze. - Odpowiedziałem szybko i zakończyłem rozmowę.
-Słuchaj, mama jest u sąsiadki dwa budynki dalej. Poczekaj tu a ja zaraz wrócę z kluczami. - Powiedziałem na co Michał kiwnął głową, co uznałem za zgodę.
Odwracając się na pięcie zacząłem biec w stronę budynku z numerem 23. Już po chwili znalazłem się pod drzwiami i zapukałem do nich.
-Dobry wieczór, czy zastałem moją mamę. - Zapytałem panią Nowak.
-Dobry wieczór Janeczku, tak jest Twoja mama, kazała mi przekazać Ci te klucze. - Powiedziała kobieta po czym wyciągnęła swą dłoń w moją stronę, trzymając w niej kluczę od mieszkania.
-O, w takim razie dziękuję bardzo, do widzenia i miłego wieczoru. - Odparłem i odwróciłem się w stronę furtki.
-Do widzenia. - Usłyszałem cichutki głos sąsiadki.
Po krótkiej chwili znajdowałem się już obok Michała siedzącego na schodach pod drzwiami.
-Mam klucz, więc możemy już wejść do środka, w końcu... - Powiedziałem po czym przekręciłem klucz w zamku, który wydał charakterystyczny dźwięk. Wchodząc do środka zdjęliśmy kurtki i buty. Michał usiadł na kanapie w salonie a ja poszedłem do kuchni po coś do picia.
-Chcesz coś do picia? - Krzyknąłem na tyle głośno, by mnie usłyszał.
-A co jest?
-Jest woda, sprite, sok bananowy i jabłkowy. - Powiedziałem patrząc na rzeczy kolejno ustawione na blacie w kuchni.
-To niech będzie sok jabłkowy. - Usłyszałem odpowiedź chłopaka.
Wyjmując dwa kubki z szafki nalałem w jeden soku jabłkowego dla bruneta a w drugi sprite'a dla mnie, po czym skierowałem się w stronę salonu, gdzie siedział Michał. Podchodząc do stolika postawiłem na nim nasze napoje i usiadłem na fotelu obok mojego przyjaciela. Siedząc przez chwilę w niezręcznej ciszy zrobiło mi się trochę głupio, że tak bez powodu naskoczyłem na niego na tych schodach. Po kolejnej chwili ciszy postanowiłem to w końcu przerwać.
-Słuchaj Michał. - Zacząłem. - Na samym początku chciałem Cię przeprosić za to, że naskoczyłem na Ciebie przed chwilką przed tymi drzwiami. To wszystko przez to co się dziś wydarzyło.
-No okej, nie mam Ci tego za złe. Pewnie gdybym miał zły dzień, to też bym tak zareagował. - Powiedział, po czym spojrzał w moją stronę.
-Cieszę się, że rozumiesz. Ogólnie to chciałem z Tobą dziś o czymś porozmawiać.
-No właśnie, nie myśl, że ja zapomnę. Miałeś mi powiedzieć czemu tak nagle prawie że wybiegłeś z maka, kiedy nawet nie zaczęliśmy jeść. - Przerwał mi.
-Tak, wiem i o tym właśnie chciałem Ci powiedzieć. - Powiedziałem zrezygnowany. - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem prawda?
-No z tego co mi wiadomo, to tak.
-Tak, jesteś. Przyjaźnimy się już 4 lata, prawda?
-Tak, ale czy możesz przestać zadawać te pytania, tylko przejść do sedna sprawy? - Zapytał zniecierpliwiony Michał.
Kurde, nie jestem pewien czy powinienem mu to powiedzieć. Nie chcę mu tego mówić, bo boję się, że on tego nie zrozumie. Nigdy nie rozmawiałem z nikim o tej sprawie. Jedyną osobą, która z grubsza wie o co chodzi, jest moja mama. Nie wie ona wszystkiego, bo powiedziałem jej tylko tyle, ile powinna wiedzieć o tej całej sytuacji.
-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało.
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia...
---------------------------------------------------------------------
Hmm...oto kolejny rozdział 8)
Podoba się?
Jak myślicie, kto mógł spowodować takie zachowanie Janka?
Wiecie co Jaś chce powiedzieć Michałowi? 8)
Mam nadzieję, że chociaż troszkę was zainteresowałam :)
A teraz zapraszam na aski :)
Siedzieliśmy jeszcze chwilkę w parku, no taką dłuższą chwilę. Dochodziła godzina 17:30. Chłopcom zaczynało robić się chłodniej. Jak dla mnie to wciąż była taka sama temperatura, bo na Antarktydzie przywykłem do dużej temperatury ujemnej, więc te 5 stopni nie robiło dla mnie dużej różnicy, a zwłaszcza kiedy była jesień. Wspólnie postanowiliśmy gdzieś pójść. Pierwszy pomysł padł z ust Rafała i był to McDonald's. Oczywiście Rafał znów był głodny. Nie ważne, że zjadł chwilę przed wyjściem, ale teraz też musi coś zjeść. Nie chcąc dalej zwlekać ruszyliśmy tyłki i poszliśmy w stronę najbliższego maka. Po 20 minutach chodzenia po mieście, gdzie w między czasie pokazywaliśmy i opowiadaliśmy Michałowi trochę o okolicy, doszliśmy na Chełmińską.
-No, to już jesteśmy. Było aż tak źle panienki? - Zapytałem z uśmiechem na twarzy. -Jakoś dało się przeżyć - Odpowiedział zdyszany Rafał.
Reszta nic nie odpowiedziała.
Wchodząc do środka pomieszczenia zajęliśmy wolny stolik i usiedliśmy przy nim. Nie obeszło by się bez marudzeń chłopaków o to, że mogliśmy jechać tramwajem lub autobusem, ale taki krótki spacerek nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził. Siedząc na kanapach zastanawialiśmy się nad zamówieniem.
- Gdybyście chcieli gdzieś iść na Antarktydzie to musielibyście sami ruszyć dupy, bo nikt by wam nie przywiózł tramwaju ani autobusu. - Powiedziałem.
-Ty tak serio? - Powiedział szybko Michał zasłaniając dłonią usta, myśląc że to spowoduje, że jego śmiech stanie się odrobinę cichszy.
Rafał z Filipem również nie powstrzymali się od śmiechu.
-No tak, co się śmiejecie - Dodałem i spojrzałem na każdego z nich po kolei, ich miny były bezcenne. -Ale teraz lepiej powiedzcie mi na co się zdecydowaliście, to pójdę i zamówię.
-Ja poproszę sałatkę nisko kaloryczną. - Powiedział Rafał, prostując się na kanapie i splatając ręce, położył je na stoliku.
W tym momencie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Stary nie świruj, tylko mów co mam Ci zamówić. - Powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-To dla mnie tortillę, duże frytki i małego shake'a. - Powiedział Michał poprawiając się na kanapie.
-Chciałem troszkę rozluźnić atmosferę, bo jakoś sztywno dziś. - Rafał w każdej sytuacji jaka by nie była, będzie uważał, że jest sztywno. Jest on takim śmieszkiem w naszej ekipie. - Okej, więc ja poproszę dwa cheesburgery, nugetsy, duże frytki i średniego shake'a. - Odrzekł Kisielek, bo tak nazywaliśmy go z chłopakami.
-No to chyba nic już dziś nie zjesz. Ja na twoim miejscu bym chyba pękł niż zjadł tyle na raz. - Powiedział Filip. - Ja zamówię frytki i małą colę. - Dodał.
Wstałem z kanapy i zobaczyłem ją, stojącą na przeciwko mnie, myślałem, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, bo tak szybko zaczęło bić.
-Okej, to ja idę po jedzenie. - Powiedziałem drgającym głosem i skierowałem się w stronę kasy, po czym złożyłem zamówienie.
Akurat teraz nie było tłumu ludzi, jak jest zazwyczaj, więc nie musiałem czekać dwadzieścia minut, tylko pięć. Po wyświetleniu się mojego numerku zamówienia podszedłem, wziąłem zamówienie i ruszyłem w stronę naszego stolika. Prawdę mówiąc, to musiało dziwnie wyglądać. Nastoletni chłopak idący z pełną tacą jedzenie, którą wykarmiłby 5 osób. Mówię 5, bo Rafał je za dwóch. Podchodząc do naszego stolika dosłownie zamurowało mnie. Kiedy ją zobaczyłem. Dlaczego musieliśmy spotkać się akurat w takim miejscu? To była pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl. Przecież miałem już jej nigdy w życiu nie zobaczyć, miała zniknąć z mojego życia raz na zawsze! Tak jak myślałem, nigdy nie zapomnę wspomnień z przeszłości, one zawsze wrócą! Wymijając ją podszedłem do chłopców i postawiłem jedzenie na stole.
-Przepraszam chłopaki, ale ja już muszę iść. - Powiedziałem krótko spoglądając kolejno na każdego i odwracając się na pięcie by wyjść z pomieszczenia.
-Janek, zaczekaj! Ale co się stało? - Krzyknął Filip w moją stronę.
-Yymm... - Nie chciałem mówić im co się stało. Musiałem szybko wymyślić jakiś pretekst. - Zapomniałem, że mama prosiła mnie o pomoc dziś wieczorem. - Powiedziałem pierwszą lepszą
-Ale to tak teraz? Nie możesz pomóc jej później? - Powiedział Filip, ale nie zdążyłem już mu odpowiedzieć.
Całą drogę powrotną do domu myślałem o tym co się stało. Mam nadzieję, że chłopcy nie będą chcieli wyjaśnień, bo nie zamierzałem o tym z nikim rozmawiać. Mam nadzieję, że Michał jej nie rozpoznał, oby tak było.
*W TYM SAMYM CZASIE W MAKU*
-Ej wiecie o co mu chodzi - Zapytał Filip, który nadal nie wiedział co się właśnie wydarzyło.
-No nie wiem, ale wyglądał jak by się czegoś przestraszył, albo czymś zdenerwował - Rozmyślał Rafał.
-Sam nie rozumiem o co mu chodzi. Dobra wiecie co ja za nim pobiegnę, zanim sam zdąży wrócić do domu. I tak śpię u niego, więc w razie czego wpuści mnie jego mama.
-To leć a my skończymy jeść - Powiedział Kisielek.
-Ten tylko o jednym, ja już w Ciebie nie wierzę przyjacielu - Odrzekł zrezygnowany Filip
-Idę, pa. Jak się czegoś dowiem to zadzwonię to któregoś z Was.
Wybiegłem z lokalu, w oczekiwaniu, że jeszcze gdzieś złapię Janka. Biegłem i biegłem i nic, nigdzie go nie wiedzę. Po przemierzaniu kolejnych ulic w końcu dostrzegłem jego posturę. Jest!
-Janek czekaj! - Krzyczałem przez ulice.
*Perspektywa Jasia*
Usłyszałem za sobą krzyki, dobrze znam te głos. To Michał. no super, teraz pewnie będzie oczekiwał wyjaśnień. Przecież nie będę przed nim uciekał, więc nie robiąc większego problemu zatrzymałem się.
-Co się stało że tak nagle wyszedłeś? - Rzekł do mnie zdyszany Michał.
-No bo wiesz...no mamie miałem pomóc, no nie. - Odrzekłem niepewnie.
-No wybacz, ale w to Ci nie uwierzę, o co chodzi. Wiesz, że możesz mi ufać, więc powiedz mi to - Uśmiechnął się do mnie serdecznie, mając nadzieję, że nie dam się dłużej prosić.
-Wiem, bardzo Ci ufam, ale ta sprawa jest dla mnie bardzo bolesna.- Wypowiedziałem bardzo spojonym tonem.
-Wszystko rozumiem, ale trzymając to w sobie, będzie jeszcze gorzej.
Dobrze wiem, że Michał ma rację, powinienem mu to powiedzieć. Jest moim najlepszym przyjacielem i zasługuje na wyjaśnienia. Bardzo bym chciał mu to powiedzieć, ale nie chcę się czuć tak jak wtedy.
-Powiem Ci, ale najpierw wróćmy do domu, nie chcę rozmawiać o tym, tu na chodniku, wśród ciągle mijających nas ludzi. - Odpowiedziałem na jednym tchu i poszliśmy w stronę mojego domu.
Całą drogę do domu milczałem i myślałem nad tym jak powiedzieć to wszystko Michałowi. Musiałem pozbierać swoje myśli w jedną całość, bo każde mijające auto, każda mijająca nas osoba powodowała, że przypominało mi się coraz więcej wydarzeń związanych z Polą. Przez ten cały czas próbowałem o tym wszystkim zapomnieć, ale wystarczyło tylko jedno spotkanie przez dosłownie 5 sekund aby to wszystko się przypomniało. Po jakiś 20 minutach drogi dotarliśmy na moje podwórko. Ja wszedłem jako pierwszy i zamknąłem za nami furtkę. Podchodząc do drzwi wejściowych złapałem za klamkę od drzwi, które okazały się być zamknięte a ja nie miałem klucza.
-Nikogo nie ma? - Zapytał Michał.
-Na to wygląda, że nie, ale powinienem mieć klucze. - Odparłem i zacząłem poszukiwania kluczy w kieszeniach bluzy i spodni, które jakże inaczej, zakończyły się fiaskiem. - Jeszcze tylko tego mi brakowało! Zamknięty dom, brak kluczy do mieszkania i matka, która prawdopodobnie siedzi u jakiejś sąsiadki. - Krzyknąłem niekontrolowanie.
-Jasiek, spokojnie. Po prostu zadzwoń do niej i zapytaj się jej gdzie jest. Nie musisz się od razu tak wydzierać! - Powiedział nieco podniesionym głosem.
-Dobra, już dzwonię! Spieszy Ci się gdzieś? - Zapytałem ze zdenerwowaniem w głosie wyjmując telefon z kieszeni i wybierając numer do mamy.
-Stary, co Ci dziś jest? Zachowujesz się jakbyś zobaczył ducha. - Powiedział, a wręcz krzyknął w moją stronę. Już chciałem mu odpowiedzieć, ale akurat w tym momencie mama odebrała telefon.
-Tak, słucham? -Mamo gdzie Ty jesteś? Stoję pod domem z Michałem bo zapomniałem kluczy z domu.
-Jestem u Pani Nowak, dwa budynki dalej. Numer 23, więc teraz już nie powinieneś się zgubić, jak kiedyś gdy byłeś małym chłopcem. - Serio? Nagle wzięło się jej teraz na wspominki?
-Dobra, dam sobie radę. Zaraz przyjdę i dasz mi klucze. - Odpowiedziałem szybko i zakończyłem rozmowę.
-Słuchaj, mama jest u sąsiadki dwa budynki dalej. Poczekaj tu a ja zaraz wrócę z kluczami. - Powiedziałem na co Michał kiwnął głową, co uznałem za zgodę.
Odwracając się na pięcie zacząłem biec w stronę budynku z numerem 23. Już po chwili znalazłem się pod drzwiami i zapukałem do nich.
-Dobry wieczór, czy zastałem moją mamę. - Zapytałem panią Nowak.
-Dobry wieczór Janeczku, tak jest Twoja mama, kazała mi przekazać Ci te klucze. - Powiedziała kobieta po czym wyciągnęła swą dłoń w moją stronę, trzymając w niej kluczę od mieszkania.
-O, w takim razie dziękuję bardzo, do widzenia i miłego wieczoru. - Odparłem i odwróciłem się w stronę furtki.
-Do widzenia. - Usłyszałem cichutki głos sąsiadki.
Po krótkiej chwili znajdowałem się już obok Michała siedzącego na schodach pod drzwiami.
-Mam klucz, więc możemy już wejść do środka, w końcu... - Powiedziałem po czym przekręciłem klucz w zamku, który wydał charakterystyczny dźwięk. Wchodząc do środka zdjęliśmy kurtki i buty. Michał usiadł na kanapie w salonie a ja poszedłem do kuchni po coś do picia.
-Chcesz coś do picia? - Krzyknąłem na tyle głośno, by mnie usłyszał.
-A co jest?
-Jest woda, sprite, sok bananowy i jabłkowy. - Powiedziałem patrząc na rzeczy kolejno ustawione na blacie w kuchni.
-To niech będzie sok jabłkowy. - Usłyszałem odpowiedź chłopaka.
Wyjmując dwa kubki z szafki nalałem w jeden soku jabłkowego dla bruneta a w drugi sprite'a dla mnie, po czym skierowałem się w stronę salonu, gdzie siedział Michał. Podchodząc do stolika postawiłem na nim nasze napoje i usiadłem na fotelu obok mojego przyjaciela. Siedząc przez chwilę w niezręcznej ciszy zrobiło mi się trochę głupio, że tak bez powodu naskoczyłem na niego na tych schodach. Po kolejnej chwili ciszy postanowiłem to w końcu przerwać.
-Słuchaj Michał. - Zacząłem. - Na samym początku chciałem Cię przeprosić za to, że naskoczyłem na Ciebie przed chwilką przed tymi drzwiami. To wszystko przez to co się dziś wydarzyło.
-No okej, nie mam Ci tego za złe. Pewnie gdybym miał zły dzień, to też bym tak zareagował. - Powiedział, po czym spojrzał w moją stronę.
-Cieszę się, że rozumiesz. Ogólnie to chciałem z Tobą dziś o czymś porozmawiać.
-No właśnie, nie myśl, że ja zapomnę. Miałeś mi powiedzieć czemu tak nagle prawie że wybiegłeś z maka, kiedy nawet nie zaczęliśmy jeść. - Przerwał mi.
-Tak, wiem i o tym właśnie chciałem Ci powiedzieć. - Powiedziałem zrezygnowany. - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem prawda?
-No z tego co mi wiadomo, to tak.
-Tak, jesteś. Przyjaźnimy się już 4 lata, prawda?
-Tak, ale czy możesz przestać zadawać te pytania, tylko przejść do sedna sprawy? - Zapytał zniecierpliwiony Michał.
Kurde, nie jestem pewien czy powinienem mu to powiedzieć. Nie chcę mu tego mówić, bo boję się, że on tego nie zrozumie. Nigdy nie rozmawiałem z nikim o tej sprawie. Jedyną osobą, która z grubsza wie o co chodzi, jest moja mama. Nie wie ona wszystkiego, bo powiedziałem jej tylko tyle, ile powinna wiedzieć o tej całej sytuacji.
-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało.
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia...
---------------------------------------------------------------------
-No, to już jesteśmy. Było aż tak źle panienki? - Zapytałem z uśmiechem na twarzy. -Jakoś dało się przeżyć - Odpowiedział zdyszany Rafał.
Reszta nic nie odpowiedziała.
Wchodząc do środka pomieszczenia zajęliśmy wolny stolik i usiedliśmy przy nim. Nie obeszło by się bez marudzeń chłopaków o to, że mogliśmy jechać tramwajem lub autobusem, ale taki krótki spacerek nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził. Siedząc na kanapach zastanawialiśmy się nad zamówieniem.
- Gdybyście chcieli gdzieś iść na Antarktydzie to musielibyście sami ruszyć dupy, bo nikt by wam nie przywiózł tramwaju ani autobusu. - Powiedziałem.
-Ty tak serio? - Powiedział szybko Michał zasłaniając dłonią usta, myśląc że to spowoduje, że jego śmiech stanie się odrobinę cichszy.
Rafał z Filipem również nie powstrzymali się od śmiechu.
-No tak, co się śmiejecie - Dodałem i spojrzałem na każdego z nich po kolei, ich miny były bezcenne. -Ale teraz lepiej powiedzcie mi na co się zdecydowaliście, to pójdę i zamówię.
-Ja poproszę sałatkę nisko kaloryczną. - Powiedział Rafał, prostując się na kanapie i splatając ręce, położył je na stoliku.
W tym momencie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Stary nie świruj, tylko mów co mam Ci zamówić. - Powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-To dla mnie tortillę, duże frytki i małego shake'a. - Powiedział Michał poprawiając się na kanapie.
-Chciałem troszkę rozluźnić atmosferę, bo jakoś sztywno dziś. - Rafał w każdej sytuacji jaka by nie była, będzie uważał, że jest sztywno. Jest on takim śmieszkiem w naszej ekipie. - Okej, więc ja poproszę dwa cheesburgery, nugetsy, duże frytki i średniego shake'a. - Odrzekł Kisielek, bo tak nazywaliśmy go z chłopakami.
-No to chyba nic już dziś nie zjesz. Ja na twoim miejscu bym chyba pękł niż zjadł tyle na raz. - Powiedział Filip. - Ja zamówię frytki i małą colę. - Dodał.
Wstałem z kanapy i zobaczyłem ją, stojącą na przeciwko mnie, myślałem, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, bo tak szybko zaczęło bić.
-Okej, to ja idę po jedzenie. - Powiedziałem drgającym głosem i skierowałem się w stronę kasy, po czym złożyłem zamówienie.
Akurat teraz nie było tłumu ludzi, jak jest zazwyczaj, więc nie musiałem czekać dwadzieścia minut, tylko pięć. Po wyświetleniu się mojego numerku zamówienia podszedłem, wziąłem zamówienie i ruszyłem w stronę naszego stolika. Prawdę mówiąc, to musiało dziwnie wyglądać. Nastoletni chłopak idący z pełną tacą jedzenie, którą wykarmiłby 5 osób. Mówię 5, bo Rafał je za dwóch. Podchodząc do naszego stolika dosłownie zamurowało mnie. Kiedy ją zobaczyłem. Dlaczego musieliśmy spotkać się akurat w takim miejscu? To była pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl. Przecież miałem już jej nigdy w życiu nie zobaczyć, miała zniknąć z mojego życia raz na zawsze! Tak jak myślałem, nigdy nie zapomnę wspomnień z przeszłości, one zawsze wrócą! Wymijając ją podszedłem do chłopców i postawiłem jedzenie na stole.
-Przepraszam chłopaki, ale ja już muszę iść. - Powiedziałem krótko spoglądając kolejno na każdego i odwracając się na pięcie by wyjść z pomieszczenia.
-Janek, zaczekaj! Ale co się stało? - Krzyknął Filip w moją stronę.
-Yymm... - Nie chciałem mówić im co się stało. Musiałem szybko wymyślić jakiś pretekst. - Zapomniałem, że mama prosiła mnie o pomoc dziś wieczorem. - Powiedziałem pierwszą lepszą
-Ale to tak teraz? Nie możesz pomóc jej później? - Powiedział Filip, ale nie zdążyłem już mu odpowiedzieć.
Całą drogę powrotną do domu myślałem o tym co się stało. Mam nadzieję, że chłopcy nie będą chcieli wyjaśnień, bo nie zamierzałem o tym z nikim rozmawiać. Mam nadzieję, że Michał jej nie rozpoznał, oby tak było.
*W TYM SAMYM CZASIE W MAKU*
-Ej wiecie o co mu chodzi - Zapytał Filip, który nadal nie wiedział co się właśnie wydarzyło.
-No nie wiem, ale wyglądał jak by się czegoś przestraszył, albo czymś zdenerwował - Rozmyślał Rafał.
-Sam nie rozumiem o co mu chodzi. Dobra wiecie co ja za nim pobiegnę, zanim sam zdąży wrócić do domu. I tak śpię u niego, więc w razie czego wpuści mnie jego mama.
-To leć a my skończymy jeść - Powiedział Kisielek.
-Ten tylko o jednym, ja już w Ciebie nie wierzę przyjacielu - Odrzekł zrezygnowany Filip
-Idę, pa. Jak się czegoś dowiem to zadzwonię to któregoś z Was.
Wybiegłem z lokalu, w oczekiwaniu, że jeszcze gdzieś złapię Janka. Biegłem i biegłem i nic, nigdzie go nie wiedzę. Po przemierzaniu kolejnych ulic w końcu dostrzegłem jego posturę. Jest!
-Janek czekaj! - Krzyczałem przez ulice.
*Perspektywa Jasia*
Usłyszałem za sobą krzyki, dobrze znam te głos. To Michał. no super, teraz pewnie będzie oczekiwał wyjaśnień. Przecież nie będę przed nim uciekał, więc nie robiąc większego problemu zatrzymałem się.
-Co się stało że tak nagle wyszedłeś? - Rzekł do mnie zdyszany Michał.
-No bo wiesz...no mamie miałem pomóc, no nie. - Odrzekłem niepewnie.
-No wybacz, ale w to Ci nie uwierzę, o co chodzi. Wiesz, że możesz mi ufać, więc powiedz mi to - Uśmiechnął się do mnie serdecznie, mając nadzieję, że nie dam się dłużej prosić.
-Wiem, bardzo Ci ufam, ale ta sprawa jest dla mnie bardzo bolesna.- Wypowiedziałem bardzo spojonym tonem.
-Wszystko rozumiem, ale trzymając to w sobie, będzie jeszcze gorzej.
Dobrze wiem, że Michał ma rację, powinienem mu to powiedzieć. Jest moim najlepszym przyjacielem i zasługuje na wyjaśnienia. Bardzo bym chciał mu to powiedzieć, ale nie chcę się czuć tak jak wtedy.
-Powiem Ci, ale najpierw wróćmy do domu, nie chcę rozmawiać o tym, tu na chodniku, wśród ciągle mijających nas ludzi. - Odpowiedziałem na jednym tchu i poszliśmy w stronę mojego domu.
Całą drogę do domu milczałem i myślałem nad tym jak powiedzieć to wszystko Michałowi. Musiałem pozbierać swoje myśli w jedną całość, bo każde mijające auto, każda mijająca nas osoba powodowała, że przypominało mi się coraz więcej wydarzeń związanych z Polą. Przez ten cały czas próbowałem o tym wszystkim zapomnieć, ale wystarczyło tylko jedno spotkanie przez dosłownie 5 sekund aby to wszystko się przypomniało. Po jakiś 20 minutach drogi dotarliśmy na moje podwórko. Ja wszedłem jako pierwszy i zamknąłem za nami furtkę. Podchodząc do drzwi wejściowych złapałem za klamkę od drzwi, które okazały się być zamknięte a ja nie miałem klucza.
-Nikogo nie ma? - Zapytał Michał.
-Na to wygląda, że nie, ale powinienem mieć klucze. - Odparłem i zacząłem poszukiwania kluczy w kieszeniach bluzy i spodni, które jakże inaczej, zakończyły się fiaskiem. - Jeszcze tylko tego mi brakowało! Zamknięty dom, brak kluczy do mieszkania i matka, która prawdopodobnie siedzi u jakiejś sąsiadki. - Krzyknąłem niekontrolowanie.
-Jasiek, spokojnie. Po prostu zadzwoń do niej i zapytaj się jej gdzie jest. Nie musisz się od razu tak wydzierać! - Powiedział nieco podniesionym głosem.
-Dobra, już dzwonię! Spieszy Ci się gdzieś? - Zapytałem ze zdenerwowaniem w głosie wyjmując telefon z kieszeni i wybierając numer do mamy.
-Stary, co Ci dziś jest? Zachowujesz się jakbyś zobaczył ducha. - Powiedział, a wręcz krzyknął w moją stronę. Już chciałem mu odpowiedzieć, ale akurat w tym momencie mama odebrała telefon.
-Tak, słucham? -Mamo gdzie Ty jesteś? Stoję pod domem z Michałem bo zapomniałem kluczy z domu.
-Jestem u Pani Nowak, dwa budynki dalej. Numer 23, więc teraz już nie powinieneś się zgubić, jak kiedyś gdy byłeś małym chłopcem. - Serio? Nagle wzięło się jej teraz na wspominki?
-Dobra, dam sobie radę. Zaraz przyjdę i dasz mi klucze. - Odpowiedziałem szybko i zakończyłem rozmowę.
-Słuchaj, mama jest u sąsiadki dwa budynki dalej. Poczekaj tu a ja zaraz wrócę z kluczami. - Powiedziałem na co Michał kiwnął głową, co uznałem za zgodę.
Odwracając się na pięcie zacząłem biec w stronę budynku z numerem 23. Już po chwili znalazłem się pod drzwiami i zapukałem do nich.
-Dobry wieczór, czy zastałem moją mamę. - Zapytałem panią Nowak.
-Dobry wieczór Janeczku, tak jest Twoja mama, kazała mi przekazać Ci te klucze. - Powiedziała kobieta po czym wyciągnęła swą dłoń w moją stronę, trzymając w niej kluczę od mieszkania.
-O, w takim razie dziękuję bardzo, do widzenia i miłego wieczoru. - Odparłem i odwróciłem się w stronę furtki.
-Do widzenia. - Usłyszałem cichutki głos sąsiadki.
Po krótkiej chwili znajdowałem się już obok Michała siedzącego na schodach pod drzwiami.
-Mam klucz, więc możemy już wejść do środka, w końcu... - Powiedziałem po czym przekręciłem klucz w zamku, który wydał charakterystyczny dźwięk. Wchodząc do środka zdjęliśmy kurtki i buty. Michał usiadł na kanapie w salonie a ja poszedłem do kuchni po coś do picia.
-Chcesz coś do picia? - Krzyknąłem na tyle głośno, by mnie usłyszał.
-A co jest?
-Jest woda, sprite, sok bananowy i jabłkowy. - Powiedziałem patrząc na rzeczy kolejno ustawione na blacie w kuchni.
-To niech będzie sok jabłkowy. - Usłyszałem odpowiedź chłopaka.
Wyjmując dwa kubki z szafki nalałem w jeden soku jabłkowego dla bruneta a w drugi sprite'a dla mnie, po czym skierowałem się w stronę salonu, gdzie siedział Michał. Podchodząc do stolika postawiłem na nim nasze napoje i usiadłem na fotelu obok mojego przyjaciela. Siedząc przez chwilę w niezręcznej ciszy zrobiło mi się trochę głupio, że tak bez powodu naskoczyłem na niego na tych schodach. Po kolejnej chwili ciszy postanowiłem to w końcu przerwać.
-Słuchaj Michał. - Zacząłem. - Na samym początku chciałem Cię przeprosić za to, że naskoczyłem na Ciebie przed chwilką przed tymi drzwiami. To wszystko przez to co się dziś wydarzyło.
-No okej, nie mam Ci tego za złe. Pewnie gdybym miał zły dzień, to też bym tak zareagował. - Powiedział, po czym spojrzał w moją stronę.
-Cieszę się, że rozumiesz. Ogólnie to chciałem z Tobą dziś o czymś porozmawiać.
-No właśnie, nie myśl, że ja zapomnę. Miałeś mi powiedzieć czemu tak nagle prawie że wybiegłeś z maka, kiedy nawet nie zaczęliśmy jeść. - Przerwał mi.
-Tak, wiem i o tym właśnie chciałem Ci powiedzieć. - Powiedziałem zrezygnowany. - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem prawda?
-No z tego co mi wiadomo, to tak.
-Tak, jesteś. Przyjaźnimy się już 4 lata, prawda?
-Tak, ale czy możesz przestać zadawać te pytania, tylko przejść do sedna sprawy? - Zapytał zniecierpliwiony Michał.
Kurde, nie jestem pewien czy powinienem mu to powiedzieć. Nie chcę mu tego mówić, bo boję się, że on tego nie zrozumie. Nigdy nie rozmawiałem z nikim o tej sprawie. Jedyną osobą, która z grubsza wie o co chodzi, jest moja mama. Nie wie ona wszystkiego, bo powiedziałem jej tylko tyle, ile powinna wiedzieć o tej całej sytuacji.
-Nie, nie mogę. Chciałeś ze mną pogadać to teraz siedź, słuchaj i odpowiadaj na moje pytania. - Powiedziałem, nie oczekując odpowiedzi. - Więc przez te lata mówiliśmy sobie wszystko. Prawie wszystko. Ja nie powiedziałem Ci o jednej rzeczy. O jednej osobie, przez którą stało się dzisiaj to, co się stało.
-Stary, nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi! - Powiedział Michał, najwidoczniej nie mogąc doczekać się tej jakże ciekawej historii życia...
---------------------------------------------------------------------
Hmm...oto kolejny rozdział 8)
Podoba się?
Jak myślicie, kto mógł spowodować takie zachowanie Janka?
Wiecie co Jaś chce powiedzieć Michałowi? 8)
Mam nadzieję, że chociaż troszkę was zainteresowałam :)
A teraz zapraszam na aski :)
Świetny. Czekam na następny :) Zapraszam http://waiting-for-true-love-jas.blogspot.com
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń